Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Tęsknoty cd. …

Za czym tęsknimy?

Za sobą i emocjami, które odczuwaliśmy!

Na co czekamy?

Az wrócą, bo nie potrafimy bez nich żyć!

Czego potrzebujemy?

Oczywiście, że siebie z poprzedniego stanu, stanu pełnego emocji i uczuć, które nagle zostały odebrane. A my zagłębiamy się w tym, ponieważ w pewnym momencie zostało zatracone poczucie siebie, a życie zaczęło kręcić się przy osobie, okoliczności lub zdarzeniach, które wypełniały czas i przestrzeń. Po odejściu została pustka, która jest niczym innym jak brakiem, brakiem siebie, ciekawego życia, miłości, głównie tej własnej. Jeśli oddajesz komuś praktycznie wszystko, to co Ci zostanie jak ten ktoś odejdzie? Jeśli cały czas kręci się wokół czegoś, to co zrobisz z czasem jak to coś zniknie, czym ten czas wypełnisz? I tu zaczyna się poszukiwanie metod i możliwości, by to wróciło, gdyż nie możliwe jest życie bez tego. Oczywiście jest to błędne myślenie, wynikające z braku miłości własnej, a ta tęsknota ma to właśnie pokazać i uświadomić. Ci co poszukują odpowiedzi i możliwości, na pewno je znajdą. Nie muszą to być rzeczy, które na powrót przeniosą nas w tamte odczucia, gdyż do niektórych wrócić się nie da, ale dadzą początek nowościom. Każda pustka chce zostać wypełniona i to my decydujemy czy wypełnimy ją sami, tym co nam posłuży, czy wszechświat zrobi to za nas, zgodnie ze stanem, w jakim się znajdujemy. Szukać należy, ale własnego rozwoju i wewnętrznego rozpoznania, a nie tkwić w pustce, której zapełnić nie umiemy, ponieważ jej nie widzimy. Albo zapełniamy ją oskarżeniami, żalem i poczuciem straty.

Odnalezienie nowej drogi, tam gdzie kończy się stara, jest niczym innym, jak darem od losu na nowe świadome życie oraz wewnętrzne rozpoznanie. Nie jest to natychmiastowy proces, wymaga naszej zgody na zmianę i wiary w nią. Bo większość zdarzeń, to lekcja życia, którą każdy powinien odrobić. Natomiast skala zagłębienia się w daną lekcję, zależy od nas i od czasu jaki chcemy na nią poświęcić. A zdarzają się sytuacje, które ciągną się latami i nie wiemy jak przerwać tęsknotę i skutki jakie ze sobą niesie. Przerabianie siebie jest dobre na początku, później należy zdać sobie sprawę z tego, czego dalej chcemy i czy po prostu nie – lubimy tkwić w pewnej sytuacji, z wygody i strachu przed zmianą. Wymaga to pracy z własnymi lękam, wiary i zgody na ich uleczenie. Bez wiary i przyzwolenia na każdy stan, który się pojawia, utkniemy i to na długo. Nie próbujmy przywołać tego, co zostało nam odebrane, bo jeśli odeszło, to albo nie było dla nas, albo wypełniło swoje zadanie. A odkrycie tego, pozwoli ujrzeć wskazówki i drogi jakie się przed nami otworzyły, a które z danej pozycji nie mogły zostać dostrzeżone. Kurczowe trzymanie się niektórych stanów pociągnie inne, podobne. Dostrzeżenie tego jest szansą na uleczenie tego co w nas ukryte, a co mogło właśnie przyciągnąć to, za czym tęsknimy.

Jak i czym zastąpić tęsknotę?

Każde działanie lub jego brak, jest konieczne i wymagane, jeśli ma czemuś służyć. Znalezienie pasji nie przychodzi łatwo, szczególnie w bardzo głębokich stanach, ponieważ wtedy nikt nie jest zainteresowany robieniem czegokolwiek, prócz tego aby coś wróciło. Wtedy totalne wymęczenie poszukiwaniem i zdanie sobie sprawy z tego, może otworzyć nam oczy i pozwolić puścić, już nie osoby lub okoliczności, za którymi tęsknimy, a samą tęsknotę, która to wszystko w sobie zawiera. Puszczenie szukania rozwiązania, gdzie nie ma już czego rozwiązywać, bo rozwiązaniem była lub jest właśnie tęsknota. Tęsknota, która ma nas przybliżyć do własnego poznania i własnej miłości, bo prócz niej nic nie jest stałe. Przychodzi i odchodzi, jak wszystko w czasie i przestrzeni. Cierpienie, które się z tęsknotą łączy ma nam pokazać miejsca proszące o uleczenie. A także ból, strata i inne, które ukarzą się w takich momentach. To one chcą naprawy i uwagi.

Zapytaj się siebie: za czym tęsknię?

Zawsze za sobą i tym uczuciem, które się zrodziło w sercu, a nie za kimś lub czymś. To jest wygodne, oczekiwać od kogoś lub czegoś, by zaspokoiło i wypełniło pustkę, której sami nie potrafimy wypełnić. I choć tęsknota wydaje się bardzo realna i przypisana do danej osoby, jest jedynie ogólną energią, w którą świadomie, bądź nieświadomie wchodzimy.

Więc przeżyj ją, jeśli jest potrzeba, ale nie rozciągaj jej w nieskończoność, bo ona już jest nieskończona i może pochłonąć miesiące i lata naszego życia. To Ty decydujesz o czasie jaki jej poświęcisz – tu masz wolna wolę. Wiem, że nasi bliscy odchodzą na zawsze i taka jest niestety kolej rzeczy. Z tym nic nie możemy zrobić, ale możemy świadomie zadecydować, jak pokierujemy życiem i co do niego w to miejsce wniesiemy, co przyniesie ukojenie i wypełni bolesne luki.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Wejdź wyżej…

Mówią zejdź w ciemność, w swoją podświadomość, przekop ją i rozjaśnij. Ja powiem idź wyżej tam jest najpiękniejsze ze świateł, światło obecności i świadomości. Nie można wiecznie przekopywać swojej podświadomości, ponieważ doprowadzi to do zastoju i ciągłego sabotowania swoich zachowań oraz poczucia niższości i braku. Będziemy wiecznie w stanie porównywania się z innymi, a powinniśmy iść swoją własną, świadomą drogą. Owszem czasami będziemy musieli zawrócić, może się potkniemy, może upadniemy, ale zawsze kierujmy się wyżej i wyżej naszych możliwości. Jeśli musimy stanąć, to stańmy, złapmy oddech, popatrzmy w dół, dajmy sobie czas i porzućmy lęki, troski i spójrzmy na życie z miłością i akceptacją. Ciężkość życia jest jedynie wypaczeniem naszego umysłu, wszystkimi traumatycznymi przeżyciami, w jakie sami się wpakowaliśmy – dobrowolnie zresztą.

Świadomość obecności, którą wszyscy jesteśmy, samoczynnie prowadzi w górę ku spełnieniu. Pozwala na odkrycie tego centralnego punktu, który bierze z życia wszystko, co istnieje. To w „środku wszystkiego” kryje się przyzwolenie na bycie w czasie i przestrzeni. Bez zbędnej analizy okoliczności i emocji, które i tak będą nam towarzyszyć po kres naszych dni. Oczywiście bierzmy je w bagaż doświadczeń, tylko róbmy to poprzez przyzwolenia na to, aby były takimi jakie są, a nie takimi przekombinowanymi, zepsutymi
myślo-kształtami. Dokonamy tego jedynie w momencie, kiedy poczujemy się sami w sobie i ze sobą dobrze, w akceptacji i wybaczeniu. Pogodzeni z przeszłością, bez wybiegania w przyszłość możemy jedynie stać w teraźniejszości i obserwować rzeczywistość. Słuchać swojej INTUICJI tej, która mówi cicho i krótko, a nie intuicji, która jest przechwycona prze ego. Ego upiększa, obrzydza i kombinuje rzeczywistość, jest głośne i długotrwałe, odwrotnie do prawdziwego „szeptu” naszej duszy. Aby ten szept usłyszeć, należy uciszyć egotyczny umysł i pozwolić na bezruch w naszej świadomości.

„BYCIE” tylko tego nam potrzeba, reszta sama się zadzieje i dopasuje do okoliczności. Cisza umysłu, jaka temu towarzyszy jest właśnie tą wspinaczką ku „światłu” bez odczucia jakiegokolwiek ruchu. Bez konieczności ciągłego przerabiania w kółko tych samych problematycznych tematów. Wszechobecność „w byciu”, w chwili obecnej daje nam możliwość wykreowania nowej rzeczywistości, od wieków nam przypisanej. Jednak pomijanej, ponieważ przekombinowaliśmy swoje cele, marzenia, zepsuliśmy ich prostotę chciwością dyktowaną umysłem. Zazdrość, zawiść i skąpstwo obróciło się przeciwko nam, a raczej odbiło się od „światła” i wróciło do nadawcy i to ze zwielokrotnioną siłą.

Cóż poradzić?

Dostrzec, wybaczyć i podziękować, najpierw sobie, potem innym. Złapać oddech świadomości i pozwolić na prostotę życia w bogactwie tego świata.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Rozpoznanie własnej prawdy…

Świadomość samego siebie i otaczającego świata, jest najtrudniejszym zadaniem do rozpoznania i wykonania. Boska wiedza, która spływa jest zazwyczaj pomijana lub niezauważana, ponieważ jest zbyt prosta i oczywista. Większość z nas woli żyć we własnym, trudnym i bolesnym świecie, bez wewnętrznego rozeznania, gdyż boi się obudzić w sobie światło Boskiego przeznaczenia. Światło to jest naszą prawdą, miłością, ogniem i przewodnikiem. Systematycznie jest rozpalane i pobudzane przez naszą duszę, ale także tłumione przez ego. Miłość, którą sobie sami odbieramy i blokujemy, jest najlepszym przepływem dla tego światła, więc czemu to sobie robimy? Wolimy żyć w niewiedzy, wyparciu i zaprzeczeniu. Otoczeni ciemnością, tracimy swój wewnętrzny blask, na rzecz kłamstwa wpajanego nam przez lata. Dlatego nie zobaczymy promieni, jak nie przejdziemy przez mrok. Do tego potrzebujemy rozpoznania wewnętrznego bólu, pokus, fałszywych doradców, szczególnie tych w postaci własnych myśli. To one blokują ten naturalny przepływ. Dzielą nasz świat między tym co czujemy, a tym co widzimy, ponieważ zaburzają prawidłowe postrzeganie. Niczym węże owijają się wokół i kuszą złą samooceną, brakiem szacunku i wiary w siebie.

Poszukiwanie własnej prawdy jest bardzo proste, a zarazem ciężkie. Należy w pierwszej kolejności rozpoznać, a nawet poznać siebie, ale tak prawdziwe bez wypierania tych niechcianych cech i mroku, który zawsze nam towarzyszy. Poznanie to wiąże się z trudną przemianą poglądów na swój temat i akceptacją własnych niedoskonałości. Chociaż dla mnie jest to iluzoryczna konieczność, która skutecznie blokuje nas i dokłada coraz to nowych problemów do rozwiązania. Jednak zawsze od czegoś trzeba zacząć, a prawdą jest to, że dostajemy dokładnie to, czego potrzebujemy na dany moment. Czyli te wszystkie działania, jakie podejmujemy są dopełnieniem nas i naszego boskiego światła. Dlatego zwracajmy uwagę na znaki, które do nas przychodzą, na podpowiedzi z otoczenia, bo pozwolą nam rozpoznać, w jakim miejscu się znajdujemy i czy nie kręcimy się w kółko. Bo takie kręcenie jest dużym utrudnienia. Zwracajmy uwagę na to, czy czasem nie powtarzany schematów, działań lub ich braku. Gdyż brak działania, to także ruch, ale w kierunku nic nie robienia wtedy, gdy działać powinniśmy.

Doceńmy własne słabości, ukochajmy je i pozwólmy, aby się wyraziły. W słabości jest siła jej rozpoznania i pomoc, którą musimy sobie udzielić sami. Kochajmy i celebrujemy także i pozytywne części nas samych, gdyż zazwyczaj skupiamy się na naszych negatywnych stronach, przez co przyciągamy ich jeszcze więcej, a tego raczej nie chcemy….

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Jak uzupełnić brak…

Oczywiście, tylko i wyłącznie własną miłością. Nie będzie to miłość bezwarunkowa, ponieważ w realu taka nie istnieje. Należy zaprzestać poszukiwania i oszukiwania samego siebie, gdyż miłość bezwarunkowa dostępna jest poza ziemskim światem. Możliwe, że są ludzie, którym było lub jest dane doświadczyć takiej miłości. Jednak większość z nas ma masę negatywnych doświadczeń, które skutecznie blokują wszelkie pozytywne przepływy. Z doświadczenia wiem, że wewnętrzne oczyszczanie prowadzi jedynie do dalszych poszukiwań, gdyż nawet doświadczenia duchowe uzależniają i zmierzają do błędnego rozeznania. Nic nie ma końca, a każde nasze poszukiwanie kończy się chwilowym zauroczeniem, a w końcowym efekcie, dalszym szukaniem i tak wkoło.

Czego my właściwie szukamy?

Brakującego „puzzla”, tego magicznego punktu, który poprowadzi nas do wiecznego szczęścia i obfitości. Tylko, jeżeli cały czas go szukamy lub cierpliwie czekamy, to nic nie dostaniemy! A nawet jeśli będzie nam dane, to tylko przez chwilę, tak na próbę.

Czemu?…

Ponieważ nie jesteśmy na to gotowi, mamy zbyt mało wiary w siebie i dobro, na które i tak zasługujemy. Natomiast, to brakujące miejsca skutecznie zapełniamy coraz to nowymi uciechami, nawet starymi, bo po nowe nie chce nam się sięgać. I właśnie w taki sposób sami sobie serwujemy „brak” czegokolwiek, byle tylko nie poczuć, tego co jest jedyne i najcenniejsze, gdyż jest zbyt proste i oczywiste. Od zawsze jest w nas i czeka na wewnętrzne przyzwolenie, Jest wszystkim, co mamy i czego nie mamy. Jest jednym i tym samym, ponieważ jest całością pozytywów i negatywów. Jednym sercem, bez względu na to, czy kocha bezwarunkowo, czy tylko za coś. Nic nie ma tu znaczenia, oprócz tej jednej prawdy, którą jesteśmy. Prawdy o życiu, miłości i trudach z nim związanych.

Bo nie ma znaczenia „brak”, skoro i tak wszyscy jesteśmy jedną całością Wszechświata…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Jak odnaleźć siebie?…

W tym dualnym świecie, gdzie wszystko jest białe lub czarne, jest także miejsce pomiędzy tymi dwoma odcieniami. Miejsce to jest pełne świadomego działania i miłości własnej, której nikt nie jest w stanie kontrolować. Ten centralny punkt pomiędzy dwoma obliczami tej samej prawdy, że coś jest dobre lub złe, a może być także neutralne. Znalezienie równowagi jest tak samo łatwe, jak i trudne. Czyli znów dualizm połączony w jedno, centralne, wolne i świadome działanie lub jego brak. To takie „masło maślane”, które jedni rozumieją, a inni po prostu czują. W każdym przypadku jest, to tak samo dobre, jak i złe, czyli koło się zamyka, stawiając nas w samym środku. Ci, którzy świadomie stawiają się w środku, wiedzą, że nie ma jednej uniwersalnej prawdy, że trzeba brać z życia pozytywy i negatywy. Dlaczego, bo są jednym i tym samym, tylko widzenie ich wynika z poziomu ich odczuwania. Jeśli mamy dobry humor, to widzenie jest pozytywne, jeśli humor jest gorszy, to do głosu dochodzą te mniej chciane emocje. Jednak i jedne, i drugie chcą znaleźć ujście, tylko my skutecznie wybieramy tylko te chciane, ponieważ te negatywne sprowadzają nas w miejsca, które latami skutecznie blokujemy.

I właśnie z tych powodów unikamy kontaktów z otoczeniem, budujemy mury, idziemy w samotność. Bo brakuje nam wyśrodkowania i rozeznania, że nic nie musi być jako „jedno”, które należy wybrać. Możemy brać z życia „oba”, poprzez przyzwolenie i rozeznanie, że po burzy zaświeci słońce, ale bez podziału czasowego. Bo coś następuje jedno, po drugim? NIE wszystko dzieje się „teraz”… i patrzy nam w oczy, albo raczej sobie w oczy…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Co nas czeka?…

Jeśli od dawna czujesz potrzebę zmiany siebie i swojego życia, to właśnie przyszedł najlepszy czas. Niebawem wejdziemy w nowy rok numerologiczny i w zmiany jakie ze sobą niesie. Jakie to będą zmiany, tego nie wiemy. Wszystko zależy od roku, w jakim się znajdziemy. Opcji jest wiele, każdy znajdzie odpowiednią dla swojej numerologii. Sposób wyłączenia jest dostępny w internecie i warto sprawdzić, co czekam nas w 2021. Sumując te cyfry otrzymujemy cyfrę 5, która jest podsumowaniem i jednocześnie potrzebą zmiany i przewartościowania swojego życia. Jest ukazaniem błędów przeszłości i lekceważeniem własnych pragnień, Jest także wskaźnikiem poziomu zranień, które doświadczyliśmy, a których nie chcemy., potrzebą transformacji i przewartościowania swojego życia. Zbytnia analiza, siedzenie w głowie, ciągle rozpamiętywanie oraz wewnętrzna walka powinna zostać zażegnana wraz numerologiczną 4.

Jednak nic nie jest przesądzone, ponieważ my sami jesteśmy kreatorami swojego losu i mamy ogromną moc sprawczą. Znając wewnętrzne przesłanie, lub jego zarys, jesteśmy w stanie pokierować życiem, nawet jeśli będzie to zupełnie odmienny kierunek. Warto przeanalizować swoją numerologię i to co niesienia ze sobą. Będzie łatwiej zmierzyć się z problemami, które i tak się pojawią.

Mamy czas do 18 września, wtedy wiele się zmieni, a zmiany te będą korzystne lub nie, wszystko zależy od naszej daty urodzenia.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Nad przepaścią…

Ostatni czas przynosi ogromną chwiejność emocjonalną, zwątpienie i brak wiary we własne możliwości. Dzieje się tak dlatego, ponieważ dla niektórych, kończy się pewien cykl, a także niebawem wejdziemy w nowy rok numerologiczny. Większość spraw chce być dopięta, przetransformowana, a także prosi o zakończenie. Jest to czas stania nad przepaścią, która wynika z chaosu oraz z poczucia paniki i braku konkretnego oglądu. Ciągła niewiadoma, która jest wypełniana nowymi iluzjami, jakie serwuje nam nasz umysł, prowadzi do lęku o przyszłość i o pozytywne rozwiązanie spraw. To poprzez nasze myśli, które w większości przypadków są niezasadne lub nieuzasadnione, wisimy w braku decyzyjności, nie widząc pozytywnych możliwości. Kurczowe trzymanie się nic nie daje, gdyż siła ciążenia powoduje ogólne wyczerpanie i strach przed kolejnym upadkiem, bo większość z nas wkoło powtarza rolę, która taki upadek gwarantuje. Sam upadek nie powoduje śmierci, gdyż woda pod nami jest głęboka, jak nasza podświadomość i nagromadzone w niej traumy i strachy. Upadek prowadzi do transformacji, czyli do śmierci duchowej i daje możliwość powstania już jako nowa osoba lub przynajmniej po części odrodzona. Dlatego tak ważne jest zakańczanie pewnych cykli, bo zamiast upadać możemy dużo wcześniej zakończyć cierpienie dźwigając się, jeszcze zanim dopadnie nas ogólne zmęczenie daną sytuacją lub spadnie kolejny emocjonalny deszcz łez i spowoduje po prostu ześlizgnięcie. Możemy także wołać, aby ktoś przyszedł nam z pomocą, jeśli jej potrzebujemy, bo czasami jednak bardziej potrzebujemy upaść i to z wielkim hukiem. Niestety….

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Pustka…

Kiedy dopadnie nas poczucie pustki, która przeważnie jest stanem spowodowanym ciężkimi doświadczeniami, przeżyciami i rozczarowaniem, stajemy się martwi nie tylko wewnętrznie, ale i na zewnątrz. Dzieje się tak, gdyż świat zewnętrzny jest odzwierciedleniem tego, co mamy w środku, ale jest to także sygnał, aby wejrzeć głęboko i zacząć tę pustkę wypełniać.

Po licznych niepowodzeniach, takich wieloletnich, zapominamy jak dobrze jest być w dostatku i obfitości, w stanach, które są dokładnie przeciwległym biegunem braku. Oczywiście tkwienie w nich wiąże się z przyzwyczajeniem, celebracją, a nawet uzależnieniem emocjonalnym, gdyż tak właśnie musieliśmy latami funkcjonować. Uzależnienie, które prowadzi do wewnętrznego rozbicia i dysonansu pomiędzy tym , co pragnie serce, a tym co sugeruje nam umysł, prowadzi w emocjonalną otchłań i blokuje nas w koniecznych działaniach. Powoduje zależność od osób sytuacji i okoliczności, a po ich odejściu ogromną, niezapełnioną pustkę i blokadę. Blokada natomiast powoduje bezruch, a energia musi być w ciągłym przepływie i wymianie. Zapadanie się w siebie, a raczej w nicość, która jest brakiem chęci na dokonanie zmiany swojego życia, jest konieczne, ale nie może trwać w nieskończoność. Musimy pamiętać, że tylko MY sami możemy dokonać koniecznych zmian, poprzez przekierowanie uwagi na dostatek, który także nam towarzyszy, a którego nie chcemy dostrzec.

Kiedy zaczynamy zagłębiać się w swoim życiu, dochodzimy często do wniosku, że może chcielibyśmy coś z siebie dać, ale nie mamy nic na wymianę. To właśnie powoduje tkwienie w pustce, bez braku chęci jej uzupełniania. Każdy, małymi krokami może zacząć zapełniać siebie najpierw nowymi myślami i wizjami, a później koniecznością ich materializowania. Wszystko jest w pierwszej kolejności myślą, a następnie działaniem i tu ważne jest, aby te myśli były pozytywne, pełne nadziei na lepsze jutro i resztę życia. Oczywiście przyjdą także ludzie i pojawią się nowe możliwości, ponieważ nawet jeśli nie mamy siły i chęci, to energia sama będzie chciała się uzupełnić i wyrównać. Wtedy należy tylko wyrazić chęć jej przyjęcia i podjąć wyzwanie. Pomagajmy sobie poprzez wyrażenie chęci przewartościowania swojego życia, a tym samym nasze zmiany będą oddziaływały na wszystkich i uzupełniały się wzajemnie.

Z tą pustka jest również tak, że szukamy siebie w tym oddzielonym świecie. Nie mając połączenia z sercem i duszą nie możemy dopełnić się tak wewnętrznie, a to dopełnienie jest wymagane i najbardziej potrzebne. Oddzielenie jakie zaserwowaliśmy sobie podczas narodzin jest właśnie tą pustką i tęsknotą za naszym duchowym bytem. Za prawdziwym domem, z którego wszyscy wychodzimy, za Domem Bożym, gdzie panuje dostatek, miłość bezwarunkowa i połączenie na wszystkich poziomach. Dlatego tak ważne jest wgłębienie się w swoją pustkę, odkrycie tego, że jesteśmy przede wszystkim duszą, a nie tylko ciałem. To co zabierzemy ze sobą po naszej ziemskiej wędrówce, to te doświadczenia, czyli energię umysłu, serca i duchowego rozpoznania. Chodzi tu o odkrycie swojej osobistej prawdy i połączenie się z nią. Ci co potrafią odkryć takie połączenie, posiadają też „Pełnie”, która to poprzez analityczny, ograniczony umysł jest często postrzegana jako „Pustka”!!!

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Gdy upadamy…

Każdy upadek, choć bolesny, wiąże się z możliwością lub koniecznością powstania w świadomości i sile, wypracowanej własną determinacją i rozpoznaniem. Częste potknięcia, które są przez nas ignorowane prowadzą w końcu do upadku, który kumuluje w sobie wszystko to, co odrzucaliśmy lub zasłanialiśmy kolejnymi iluzjami. Nie ma wzrostu bez potyczki, gdyż ciągły dobrobyt i tak po czasie staje się niedostatkiem, z którym trzeba będzie się zmierzyć. Przyzwyczajenie popycha nas wciąż ku poszukiwaniu coraz to nowych uciech i zagłuszaczy. Wtedy pojawiają się liczne okoliczności, które wyrównują nam energie, niosąc ze sobą rozczarowanie i upadki, których tak bardzo się obawiamy.

Oczywiście zdarza się tak, że nasz upadek związany jest także z drugą osobą, która po prostu przysłowiowo „podstawiam nam nogę”, a my leżymy i analizujemy taką okoliczność długimi miesiącami, a nawet latami. Nie potrafimy wyciągnąć wniosków, zaakceptować, wybaczyć człowiekowi i sobie. Dlaczego sobie, ponieważ w tej potyczce także mieliśmy swój udział. Najprawdopodobniej od wielu lat – nawet tych dziecięcych- skrywaliśmy gdzieś jakiś żal czy ból, który chce w końcu znaleźć ujście i stawia nam na drodze ludzi, którzy dadzą nam to, czego usilnie potrzebujemy. Jest jeszcze jedna teoria, która mówi, że na poziomie duszy właśnie takie życie sobie zaplanowaliśmy, dla naszego wewnętrznego rozwoju. Zdając sobie z tego sprawę łatwiej jest nam pogodzić się i wyjść z krytycznych i destrukcyjnych sytuacji. Łatwiej jest nam stanąć na nogi, chociaż wymaga to czasu i głębszego rozeznania.

Upadek wskazany na powyższym obrazku pokazuje anioła, który leci z głową w dół. Upadły anioł zazwyczaj kojarzą nam się z grzechem lub innym złem jakie sobie serwujemy. Ja jednak uważam, że skoro zostało to dopuszczone jako energia, to jako energia chce i powinna się nadal utrzymywać. Ciągłe obwinianie siebie czy innych właśnie powoduje te nagłe upadki i brak możliwości powstania. Oczywiście nie namawiam nikogo do grzechu, chce tylko wskazać na złożoność problemu jaki nas dotyka, a na który czasami nie mamy wpływu. Każda energia jest po coś, każda jest sama dla siebie dobra i odpowiednia. Walka wewnętrzna dobra ze złem tylko wzmacnia ludzkie poczucie winy i zaniża naszą osobistą godność. Wszelkie pokusy były, są i będą właśnie po to, aby każdy z nas te niechciane potyczki powielał i kontynuował, ale przy tym nie zadręczał się i nie leżał czekając na cud, który raczej nie nadejdzie.

Dlatego sprawa upadku jest dość prosta, należy powstać i iść dalej, nie oglądając się za siebie. Przestać analizować i kontrolować każdy ruch, tylko po to, by nie upaść po raz kolejny. To, co będzie miało się wydarzyć, to i tak się wydarzy z nasza zgodą, czy bez niej. Jednak my poprzez nagromadzone cierpienie lubimy tkwić w tych miejscach, w miejscach, które są nam znane od lat, nawet celebrujemy te stany, opowiadając o nich wkoło, jak cierpiętnicy. Każdy robi, to co lubi, tylko czy każdy zdaje sobie sprawę z tego, jaką krzywdę sam sobie wyrządza. Czasami te potknięcia i upadki powodowane są tylko i wyłącznie tym, że plączą nam się własne nogi. My sami tak sobie gmatwamy i plączemy pewne zdarzenia, że nie sposób się samemu o nie nie przewrócić….

Przestaniemy upadać w momencie, kiedy upadek stanie się naszym sprzymierzeńcem i zaprowadzi nas w osobisty rozwój i rozeznanie, że wszystko w życiu jest potrzebne.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Przebaczenie…

Czym jest przebaczenie, to wie każdy, jednak nie każdy potrafi prawdziwie przebaczać. Otóż tak najogólniej jak nie zaczniesz od przebaczenia sobie, to nie będziesz w stanie przebaczyć nikomu. Przebaczenie wiąże się z poczuciem winy, ale takiej własnej, gdyż połowa kwestii do wybaczenia jest naszą projekcją, którą przerzucamy na drugiego człowieka lub na okoliczności.

Dlaczego, bo te wszystkie winy, błędy, rywalizacje oraz pochodne są tylko stanami naszego umysłu, o które niestety posądzamy wewnętrznie siebie samych. Czyli są naszą projekcją dokonywaną na inne osoby, nie zwracając uwagi na to, że ta projekcja wskazuje, iż to my sami obwiniamy siebie, ale projektujemy to na drugiego człowieka. My mamy wszystkie te cechy w sobie, a poprzez spychanie ich dalej nie jesteśmy nawet ich świadomi. Dlatego w pierwszej kolejności musimy przyznać się do nich i wybaczyć sobie, a dopiero innym, chociaż poprzez wspólne połączenie, przebaczenie to nastąpi automatycznie. Oczywiście sam stan przebaczenia możemy przenieść na inne osoby, tak dla potwierdzenia tego stanu sobie samemu.

Przebaczenie jest po części przepraszaniem za niesłuszne obwinianie kogoś, nawet jeśli rzeczywiście odczuliśmy dany stan na własnej skórze. Nie dostaniemy od Wszechświata niczego innego, prócz tego czym lub kim sami jesteśmy!!! Nie stawiajmy się także w roli poświęcającego się lub w roli cierpiącego, tylko po to, aby udowodnić komuś winę lub to, że przebaczyć się nie da. W jednym jak i w drugim przypadku wychodzimy w rolę człowieka miłosiernego lub w rolę ofiary, rekompensując sobie brak przyznania się do poczucia winy, które przyczepia się do nas i kieruje naszym życiem. Odpuszczając żal i oskarżenia pozwalamy na zaprzestanie atakowania siebie i ograniczania swojej wolności.

Brak przebaczenia tworzy dystans do innych oraz blokuje, trzymając i kierując nami osadzając nas ciągle w tym samym pewnie już martwym punkcie.