Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Huśtawka emocjonalna…

Rozkołysani emocjonalnie lub rozchwiani emocjonalnie, w zależności od tego, co z nami rezonuje. Sami wiemy najlepiej w co wkładamy wysiłki i gdzie kierujemy swoje energie. Oczywiście zobaczymy i doświadczymy to na własnej skórze, gdyż właśnie te doświadczenia pokierują naszą drogą, wskażą kierunki lub zaprowadzą w pustkę, z której zazwyczaj ciężko wyjść. Pustka jest potrzebna, ponieważ tylko w pustce może wyrazić i pojawić się „pełnia”. Tylko jeśli zbyt długo tkwimy w tym stanie, to popadamy w „niemoc” i zniechęcenie. Szukamy wypełnienia chwytając się wszystkiego, co popadnie, a co nie jest nam do niczego potrzebne. Wpadamy w pułapki myśli i zdarzeń, które nie niosą ze sobą nic konkretnego, a raczej ściągają nas w niskie poczucie wartości. Pewnie tego właśnie potrzebujemy, bo tylko w tych niskich wibracjach widzimy światełko i chęć pracy nad sobą. Tylko w odwrotności pragnienia widzimy konieczność poprawy i naprawy swojego życia. I tak właśnie „bujamy się” na huśtawce życia biorąc trochę „z góry i trochę z dołu”, niekoniecznie w poczuciu równowagi, gdyż to my sami mamy do niej dotrzeć. Jedynie musimy znaleźć ten punkt pomiędzy górą i dołem i tak poprowadzić swoje życie, abyśmy mogli wystarczająco dużo czerpać z tych dwóch poziomów.

Zbyt częste przebywanie w takiej rozchwianej energetyce tylko nadmiernie pobudza nasze zniechęcenie i prowadzi do punktu, gdzie nie możemy pohamować natłoku myśli i zapanować nad umysłem. Jedynie poskromiony i wyciszony umysł pozwoli na odczytanie i usłyszenie głosu serca, którego głos jest jedyną prawdą w nas samych. Tylko czy serce się nigdy nie myli? Może nie myli, ale nie zawsze wskazuje na to, co racjonalne i wtedy zaczyna się ta huśtawka pomiędzy tym co namacalne, a tym co nazywamy „marzeniem”. A marzenia nie zawsze się spełniają, częściej są zawieszone w przestrzeniach, które nie zawsze są dla nas dostępne, gdyż nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie w danej chwili z nimi rezonować. Jednak wszystko to jest dla nas dostępne, tylko należy otwierać się na nowości i przestać blokować się na wszystko, czego nie możemy przewidzieć i nad czym nie mamy kontroli…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Być blisko…

Nawet wśród ciemności i braku oglądu możemy dotrzeć do celu jaki sobie wyznaczyliśmy. To ile wysiłku w to włożymy zależy jedynie od postrzegania i otwartości, ponieważ im większe zablokowanie i spięcie, tym trudniej jest nam być tam, gdzie byśmy chcieli. Na te blokady wpływa wiele czynników, od skromności, lęku i niskiej samooceny, po zbytnią kontrolę i nadmuchane ego. Przeszkody stawiamy sobie sami, bo są nam potrzebne w dotarciu do celu, w ewolucji i samorozwoju. Potrzebujemy tego do życia tu na ziemi tylko po to, aby zjednoczyć się na poziomie duszy i nie tylko, ale także na poziomie zbiorowej świadomości. Każda nasza decyzja lub jej brak ma swoje następstwo w rozumieniu pozytywnym, ale także negatywnym.

Być blisko celu i go osiągnąć jest najlepszą nagrodą za nasze starania, natomiast być blisko i ponieść klęskę jest zupełną odwrotnością Następuje ogromny dysonans, wewnętrzna walka i poczucie klęski. Popadamy wtedy w pustkę, analizę i poczucie braku. Samobiczowanie nic nie daje, jedynie wpędza w większe poczucie straty i zaniżenie własnej wartości. Jedynie bycie w pozycji obserwatora może spowodować olśnienie i poszerzenie widzenia. Dzięki czemu uzyskamy lepszy wgląd w sytuację i szybsze jej rozwiązanie. Dystans jaki jest potrzebny przyczynia się to tego, że sprawy ukazują się nam w innym świetle. Nagle możemy dostrzec to, czego nie widzieliśmy i dostać to, co było dla nas nieuchwytne.

Jednak często jest tak, że nasze potrzeby nigdy się nie zrealizują. Pewnie dlatego, bo tak zdecydowaliśmy w momencie narodzin, tylko zostało nam to wykasowane. Zgoda jaką okazaliśmy miała lub ma nas doprowadzić do miejsca, które będzie dla nas wybawieniem. Dzieje się tak, ponieważ tylko niewiedza i chęć jej zdobycia prowadzi ku prawdzie, jaką jesteśmy. W tej prawdzie jesteśmy sobą, pełnią i światłem. Działamy zgodnie z głosem duszy i na cześć wyższego dobra. Poniesione straty jaki i zyski, tu na ziemi nie mają większego znaczenia, liczy się tylko to, czym wypełnimy serce, a możemy je wypełnić jedynie miłością. Miłością do siebie jaki i bliskich i wtedy możemy powiedzieć, że jesteśmy blisko celu…

Zdajmy się na los i wyższe prowadzenie, taki plan, który jest poza zasięgiem naszej świadomości. Bo nie spotyka nas nic, prócz tego, co sami sobie zaplanowaliśmy. Nadmierna kontrola zaburza naturalne przepływy i blokuje to, co powinniśmy otrzymać. Puść wszystko co Cię spina, usłysz głos serca i powstrzymaj natłok myśli. Czysty i przejrzysty umysł, połączony z głosem serca pokaże i podaruje wszystko to, czego pragniemy.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Idź tam wreszcie…

Przepiękna ilustracja, w której ukazuje się „Królestwo” osadzone gdzieś na poziomie „Wyższej Jaźni”, droga jaką trzeba pokonać, aby tam dotrzeć oraz podział na dzień i noc. Ten podział na dzień i noc wskazuje na świadomość i podświadomość, czyli na to co odkryte i zakryte, widziane i pomijanie. Ta idąca kobieta wygląda na zdeterminowaną, nie ogląda się za siebie. I właśnie taki obraz powinien towarzyszyć nam każdego dnia, kiedy dążymy do prawdy jaką jesteśmy, podzieleni gdzieś pomiędzy światłem, a ciemnością – istny dualizm, o którym często piszę. Ten podział jest naszym ziemskim uwarunkowaniem i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej. Wiedząc, że wszystko jest tak samo dobre jak i złe, chciane i niechciane, wielkie i małe, możemy łatwiej spoglądać na to, co nam się przydarza. Pozwoli to także na akceptację i przyjmowanie. Jednak z tą akceptacją należy uważać, ponieważ może przyciągnąć do nas więcej tego, czego nie chcemy. I tu pytanie: Jak to?… A no tak, że jeśli przez długi czas przebywamy w niskich wibracjach, nic nam nie sprzyja, dopada nas depresja, ból i lęk, to w pierwszej kolejności należy wyjść z tego „bagna”. Dopiero jak choć troszkę się podniesiemy, wtedy możemy okazać akceptację. Takie jest moje zdanie, oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgodzić, ilu ludzi tyle prawd i dróg do przebycia. Wszystkie są piękne i wymagane, bo przyczynią się do całości, jaką jesteśmy.

Co z tym podziałem pomiędzy światłem i ciemnością?

Mowa tu, o widzianym i ukrytym, bo sama świadomość życia jest tylko połową, a jej uzupełnieniem jest własnie to, co podświadome. Tam kryje się wszystko, co przysporzyło nam masę bólu, z którym nie chcieliśmy się zmierzyć, lub jako dzieci po prostu nie potrafiliśmy. Teraz zaglądając głęboko w siebie jesteśmy w stanie przeprogramować i oczyścić wszystko, co sami zblokowaliśmy. Istnieje jeszcze druga strona, która głosi, że nie ma się z czego oczyszczać. Jesteśmy już doskonali, prawdziwi i jedyni w swoim rodzaju. Droga, jaką idziemy jest naszym wyborem, przyzwolenie lub chęcią zmagania się, Wszystkie praktyki są cudowne i potrzebne, ponieważ jesteśmy tu na Ziemi, uwikłani w czas i przestrzeń, która kieruje nami i często podkłada nam „kłody” pod nogi. Dlaczego?… bo tak wybraliśmy, tego potrzebujemy lub jest koniecznością, aby przeskoczyć do następnego etapu. Oczywiście rozkłada się to w czasie, sprzyja nam oraz przynosi porażki i dzieje się tak tylko po to, aby przybliżyć nas do tego „Królestwa”, które jest pokazane na ilustracji powyżej. Mamy już to wszystko, tylko poprzez blokady i lęki nie jesteśmy w stanie przyjąć tej mądrości i prawdy. Nawet ją wypieramy i negujemy, ponieważ zaniżamy swoją wartość i ujmujemy dobro którym i tak jesteśmy. Dlaczego właśnie tak patrzymy na lekkość? Bo komplikacja działa jak wahadło, skoro już raz zaistniała, to chce kontynuować i zahacza nas, sprowadzając do punktu, w którym być nie chcemy, a ona chce się utrzymać. Wszystko, czemu nadano energię i potencjał działa w naszej przestrzeni i chce w niej zaistnieć. Czy tak się stanie, czy nie, zależy tylko od nas i od pracy jaka włożymy.

A teraz , co z tą drogą?

Droga jest indywidualna, ale także przyczynia się do „całości” jaką jesteśmy. Wgląd w jej prowadzenie wymaga pracy, bo tu na ziemi wszystko sprowadza się właśnie do tego. Ziemia jest naszą matką, żywicielką ale także serwuje nam możliwość wyboru między tym czego potrzebujemy, a tym co sprzeciwia się naszym potrzebom. I wiele razy będziemy się potykać, upadać i podnosić się po to, aby wchodzić wyżej i wyżej, aż dotrzemy tam, gdzie pragniemy. Jest to tak samo łatwe, jaki i trudne, a komplikacje są jedynie naszym poglądem, wzorcem i kontynuacją. Bo życie che się utrzymać na poziomie, który jest znany i kontynuowany od lat. Wszystko, co nowe jest zagrożeniem dla tego, co znane i wpojone w naszą tożsamość. Praca nad sobą jak i jej brak jest „Centrum”, które raz odkryte pomoże nam w dalszej wędrowce. Dlatego szukajmy tego „środka” pomiędzy tym, co chciane, a tym co od lat wypieramy. Taki „punkt „ZERO” !!!………

Opublikowany w MODA&URODA

Odrobina przyjemności…

Kiedy ciało prosi o rozluźnienie dobrze jest zafundować sobie masaż i to niekoniecznie w salonie, można w domu z czyjąś pomocą lub zrobić to samemu.

Przyrząd do masażu

Zakupiony niedawno, bardzo fajny i tani przyrząd do masażu. Doskonałe sprawdza się w połączeniu z balsamem lub olejkiem. Posiada elastyczną, gumową obudowę, która oprócz masujących, obrotowych kulek posiada gumowe wypustki musujące także dłoń. Kulki opłukuje się pod wodą i nie rdzewieją. Skóra po masażu jest zaczerwieniona, jednak po jakimś czasie zaczerwienienie znika. Wszystko zależ od nacisku jaki wkładamy podczas masowania. Urządzenie bardzo przydatne, polecam.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Już podziękuję…

Podziękuję za czas, przestrzeń i osamotnienie. Za chwilę słabości, niewiedzę i ciągle poszukiwania. Zabawę w „szukacza” i „czekacza”, kiedy cała uwaga skupia się na znalezieniu rozwiązania lub czekaniu, aż sprawy rozwiążą się same… Podziękuję za oddalanie tego, co musi nadejść, a na co nie ma jeszcze gotowości. Podziękuję za kłamstwo pośród prawdy. Za braki w obfitości…

Wdzięczność w trudnych momentach jest ogromną sztuką i wielkim wysiłkiem. Jednak należy być wdzięcznym bez negatywnych emocji, gdyż tylko szczere odczucie wdzięczności może uzdrowić i uwolnić nas nie tylko na poziomie duszy. Wymaga odwagi by spojrzeć w głąb siebie i pogodzić się z tym, że dotykające nas okoliczności i zdarzenia są odbiciem tego, co mamy w środku.

Czy można dziękować za to, co nam nie odpowiada, lub jest dla nas wyniszczające?…

Tak, można…

W tej sztuce jest „magia” akceptacji tego, co do nas przychodzi. Jest krokiem ku zmianie, która nie musi być natychmiastowa, a raczej jest procesem długofalowym. Chociaż nie jest to regułą.Często zniecierpliwienie dokłada nam kolejnych „bodźców” w postaci porównań, zwątpienia, niesprawiedliwości, odczucia braku. Zamienia nas w PUSTELNIKA, który zagląda w swoje lęki i podejmuje próbę ich pokonania. Zazwyczaj jest to praca długa i trudna, wymaga ogromnej odwagi, by wreszcie zajrzeć tam, gdzie dawno temu zgasiliśmy ostatnie światło. Jest, to jednak nieuniknione!

Najgorsze jest jednak to zawieszenie pomiędzy „wiedzą”, a „niewiedzą”. Kiedy czujesz, że jesteś tak „blisko”, a zarazem tak „daleko”. Kiedy jednego dnia czujesz moc i chęć do zmiany, a drugiego wracasz do punktu wyjścia. Takie wzloty i upadki. I właśnie o to chodzi, aby przyjmować i jedno i drugie, ponieważ wszystko co ma drugi biegun jest całością stworzenia. Jedno nie istnieje bez drugiego. Pewnie dlatego tak męczą nas sytuacje, do których wracamy lub jakich się wyrzekamy. Oczywiście są one także po to, aby wyciągnąć potrzebne lekcje i by wreszcie wyrazić zgodę na ich przepracowanie.

Ważna uwaga, nie warto wracać do miejsc, które zostały dla nas zamknięte. Przyniesie nam to jedynie ciągłe poczucie straty i utknięcia w tym, czego już nie ma. Wiem, że trudno jest wyjść z emocji, które nas uzależniły i uwięziły. Jednak to wyjście jest konieczne, ponieważ przeszłe zdarzenia mogą tylko blokować nas na nowe doświadczenia. Są to jedynie przyzwyczajenia na poziomie myśli, nie mające powiązania z tym, co dyktuje nam serce. Uzależnienie emocjonalne jest bardzo wyniszczające. Prowadzi do utraty własnej osobowości i poczucia wartości. Uzależniamy się emocjonalnie od ludzi, okoliczności i zdarzeń. Jest to spowodowane brakami jakie posiadamy i z lękiem przed prawdą jaką jesteśmy. Oczywiście możemy pomóc sobie w tych trudnych doświadczeniach. Wejść w rolę „Obserwatora”, który bardziej przygląda się, niż analizuje. Możemy rozbudzić w sobie przestrzeń serca, która podyktuje nam odpowiednie rozwiązanie lub choć na chwilę zaspokoi naszą ciekawość – przecież jest to głos naszej intuicji. Tylko dlaczego ona mówi tak cicho?… Przecież moglibyśmy uniknąć tak wielu niepowodzeń. Możliwe, że umysł jest głośniejszy. Dlatego, życzę wszystkim cierpliwości i odwagi…