Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Pustka…

Kiedy dopadnie nas poczucie pustki, która przeważnie jest stanem spowodowanym ciężkimi doświadczeniami, przeżyciami i rozczarowaniem, stajemy się martwi nie tylko wewnętrznie, ale i na zewnątrz. Dzieje się tak, gdyż świat zewnętrzny jest odzwierciedleniem tego, co mamy w środku, ale jest to także sygnał, aby wejrzeć głęboko i zacząć tę pustkę wypełniać.

Po licznych niepowodzeniach, takich wieloletnich, zapominamy jak dobrze jest być w dostatku i obfitości, w stanach, które są dokładnie przeciwległym biegunem braku. Oczywiście tkwienie w nich wiąże się z przyzwyczajeniem, celebracją, a nawet uzależnieniem emocjonalnym, gdyż tak właśnie musieliśmy latami funkcjonować. Uzależnienie, które prowadzi do wewnętrznego rozbicia i dysonansu pomiędzy tym , co pragnie serce, a tym co sugeruje nam umysł, prowadzi w emocjonalną otchłań i blokuje nas w koniecznych działaniach. Powoduje zależność od osób sytuacji i okoliczności, a po ich odejściu ogromną, niezapełnioną pustkę i blokadę. Blokada natomiast powoduje bezruch, a energia musi być w ciągłym przepływie i wymianie. Zapadanie się w siebie, a raczej w nicość, która jest brakiem chęci na dokonanie zmiany swojego życia, jest konieczne, ale nie może trwać w nieskończoność. Musimy pamiętać, że tylko MY sami możemy dokonać koniecznych zmian, poprzez przekierowanie uwagi na dostatek, który także nam towarzyszy, a którego nie chcemy dostrzec.

Kiedy zaczynamy zagłębiać się w swoim życiu, dochodzimy często do wniosku, że może chcielibyśmy coś z siebie dać, ale nie mamy nic na wymianę. To właśnie powoduje tkwienie w pustce, bez braku chęci jej uzupełniania. Każdy, małymi krokami może zacząć zapełniać siebie najpierw nowymi myślami i wizjami, a później koniecznością ich materializowania. Wszystko jest w pierwszej kolejności myślą, a następnie działaniem i tu ważne jest, aby te myśli były pozytywne, pełne nadziei na lepsze jutro i resztę życia. Oczywiście przyjdą także ludzie i pojawią się nowe możliwości, ponieważ nawet jeśli nie mamy siły i chęci, to energia sama będzie chciała się uzupełnić i wyrównać. Wtedy należy tylko wyrazić chęć jej przyjęcia i podjąć wyzwanie. Pomagajmy sobie poprzez wyrażenie chęci przewartościowania swojego życia, a tym samym nasze zmiany będą oddziaływały na wszystkich i uzupełniały się wzajemnie.

Z tą pustka jest również tak, że szukamy siebie w tym oddzielonym świecie. Nie mając połączenia z sercem i duszą nie możemy dopełnić się tak wewnętrznie, a to dopełnienie jest wymagane i najbardziej potrzebne. Oddzielenie jakie zaserwowaliśmy sobie podczas narodzin jest właśnie tą pustką i tęsknotą za naszym duchowym bytem. Za prawdziwym domem, z którego wszyscy wychodzimy, za Domem Bożym, gdzie panuje dostatek, miłość bezwarunkowa i połączenie na wszystkich poziomach. Dlatego tak ważne jest wgłębienie się w swoją pustkę, odkrycie tego, że jesteśmy przede wszystkim duszą, a nie tylko ciałem. To co zabierzemy ze sobą po naszej ziemskiej wędrówce, to te doświadczenia, czyli energię umysłu, serca i duchowego rozpoznania. Chodzi tu o odkrycie swojej osobistej prawdy i połączenie się z nią. Ci co potrafią odkryć takie połączenie, posiadają też „Pełnie”, która to poprzez analityczny, ograniczony umysł jest często postrzegana jako „Pustka”!!!

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Gdy upadamy…

Każdy upadek, choć bolesny, wiąże się z możliwością lub koniecznością powstania w świadomości i sile, wypracowanej własną determinacją i rozpoznaniem. Częste potknięcia, które są przez nas ignorowane prowadzą w końcu do upadku, który kumuluje w sobie wszystko to, co odrzucaliśmy lub zasłanialiśmy kolejnymi iluzjami. Nie ma wzrostu bez potyczki, gdyż ciągły dobrobyt i tak po czasie staje się niedostatkiem, z którym trzeba będzie się zmierzyć. Przyzwyczajenie popycha nas wciąż ku poszukiwaniu coraz to nowych uciech i zagłuszaczy. Wtedy pojawiają się liczne okoliczności, które wyrównują nam energie, niosąc ze sobą rozczarowanie i upadki, których tak bardzo się obawiamy.

Oczywiście zdarza się tak, że nasz upadek związany jest także z drugą osobą, która po prostu przysłowiowo „podstawiam nam nogę”, a my leżymy i analizujemy taką okoliczność długimi miesiącami, a nawet latami. Nie potrafimy wyciągnąć wniosków, zaakceptować, wybaczyć człowiekowi i sobie. Dlaczego sobie, ponieważ w tej potyczce także mieliśmy swój udział. Najprawdopodobniej od wielu lat – nawet tych dziecięcych- skrywaliśmy gdzieś jakiś żal czy ból, który chce w końcu znaleźć ujście i stawia nam na drodze ludzi, którzy dadzą nam to, czego usilnie potrzebujemy. Jest jeszcze jedna teoria, która mówi, że na poziomie duszy właśnie takie życie sobie zaplanowaliśmy, dla naszego wewnętrznego rozwoju. Zdając sobie z tego sprawę łatwiej jest nam pogodzić się i wyjść z krytycznych i destrukcyjnych sytuacji. Łatwiej jest nam stanąć na nogi, chociaż wymaga to czasu i głębszego rozeznania.

Upadek wskazany na powyższym obrazku pokazuje anioła, który leci z głową w dół. Upadły anioł zazwyczaj kojarzą nam się z grzechem lub innym złem jakie sobie serwujemy. Ja jednak uważam, że skoro zostało to dopuszczone jako energia, to jako energia chce i powinna się nadal utrzymywać. Ciągłe obwinianie siebie czy innych właśnie powoduje te nagłe upadki i brak możliwości powstania. Oczywiście nie namawiam nikogo do grzechu, chce tylko wskazać na złożoność problemu jaki nas dotyka, a na który czasami nie mamy wpływu. Każda energia jest po coś, każda jest sama dla siebie dobra i odpowiednia. Walka wewnętrzna dobra ze złem tylko wzmacnia ludzkie poczucie winy i zaniża naszą osobistą godność. Wszelkie pokusy były, są i będą właśnie po to, aby każdy z nas te niechciane potyczki powielał i kontynuował, ale przy tym nie zadręczał się i nie leżał czekając na cud, który raczej nie nadejdzie.

Dlatego sprawa upadku jest dość prosta, należy powstać i iść dalej, nie oglądając się za siebie. Przestać analizować i kontrolować każdy ruch, tylko po to, by nie upaść po raz kolejny. To, co będzie miało się wydarzyć, to i tak się wydarzy z nasza zgodą, czy bez niej. Jednak my poprzez nagromadzone cierpienie lubimy tkwić w tych miejscach, w miejscach, które są nam znane od lat, nawet celebrujemy te stany, opowiadając o nich wkoło, jak cierpiętnicy. Każdy robi, to co lubi, tylko czy każdy zdaje sobie sprawę z tego, jaką krzywdę sam sobie wyrządza. Czasami te potknięcia i upadki powodowane są tylko i wyłącznie tym, że plączą nam się własne nogi. My sami tak sobie gmatwamy i plączemy pewne zdarzenia, że nie sposób się samemu o nie nie przewrócić….

Przestaniemy upadać w momencie, kiedy upadek stanie się naszym sprzymierzeńcem i zaprowadzi nas w osobisty rozwój i rozeznanie, że wszystko w życiu jest potrzebne.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Przebaczenie…

Czym jest przebaczenie, to wie każdy, jednak nie każdy potrafi prawdziwie przebaczać. Otóż tak najogólniej jak nie zaczniesz od przebaczenia sobie, to nie będziesz w stanie przebaczyć nikomu. Przebaczenie wiąże się z poczuciem winy, ale takiej własnej, gdyż połowa kwestii do wybaczenia jest naszą projekcją, którą przerzucamy na drugiego człowieka lub na okoliczności.

Dlaczego, bo te wszystkie winy, błędy, rywalizacje oraz pochodne są tylko stanami naszego umysłu, o które niestety posądzamy wewnętrznie siebie samych. Czyli są naszą projekcją dokonywaną na inne osoby, nie zwracając uwagi na to, że ta projekcja wskazuje, iż to my sami obwiniamy siebie, ale projektujemy to na drugiego człowieka. My mamy wszystkie te cechy w sobie, a poprzez spychanie ich dalej nie jesteśmy nawet ich świadomi. Dlatego w pierwszej kolejności musimy przyznać się do nich i wybaczyć sobie, a dopiero innym, chociaż poprzez wspólne połączenie, przebaczenie to nastąpi automatycznie. Oczywiście sam stan przebaczenia możemy przenieść na inne osoby, tak dla potwierdzenia tego stanu sobie samemu.

Przebaczenie jest po części przepraszaniem za niesłuszne obwinianie kogoś, nawet jeśli rzeczywiście odczuliśmy dany stan na własnej skórze. Nie dostaniemy od Wszechświata niczego innego, prócz tego czym lub kim sami jesteśmy!!! Nie stawiajmy się także w roli poświęcającego się lub w roli cierpiącego, tylko po to, aby udowodnić komuś winę lub to, że przebaczyć się nie da. W jednym jak i w drugim przypadku wychodzimy w rolę człowieka miłosiernego lub w rolę ofiary, rekompensując sobie brak przyznania się do poczucia winy, które przyczepia się do nas i kieruje naszym życiem. Odpuszczając żal i oskarżenia pozwalamy na zaprzestanie atakowania siebie i ograniczania swojej wolności.

Brak przebaczenia tworzy dystans do innych oraz blokuje, trzymając i kierując nami osadzając nas ciągle w tym samym pewnie już martwym punkcie.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Widzenie w ciemności…

Zobaczyć „sens” skrywany w ciemności jest przekroczeniem własnego strachu, który często paraliżuje i zaburza ten realny i rzeczywisty wgląd w dane zdarzenie. Często zbyt mocno zblokowani tracimy z oczy prawdę, a raczej jej konieczny fragment. Ciemność paraliżuje, ogranicza widzenie, ale także skrywa tajemnice ukazując się jako żeńska energia, której symbolem jest noc i księżyc. Jest wszystkim tym, co ukrywamy głęboko w podświadomości, a co domaga się wyjścia na światło dzienne. Poszerzanie widzenia i perspektywy jest pomocne i konieczne, bo umożliwia nam szerszy ogląd i rozjaśnienie sytuacji.

Ciemność i jej symbolika jest wskaźnikiem dualności tego świata, bo tam gdzie jest ciemność, jest i światło, a nawet można stwierdzić, że są jednym i tym samym, tylko widzianym z innego kąta. Jest także snem, iluzją i tajemnicą czego odzwierciedleniem jest właśnie zaburzone widzenie. Takie tkwienie w mroku, którego autorami jesteśmy my sami. A my poprzez lęki i cierpienia brniemy w tą ciemność, nie zdając sobie sprawy z tego, że światło jest w tym samym miejscu. Błądzimy, szukając wyjścia w miejscu gdzie nigdy go nie było, dokładając sobie coraz to więcej drogi do przejścia lub kręcimy się w kółko, ciągle wracając lub potykając się o to co już było. Oczywiście wszystko jest pomocne i przydatne, gdyż jest naszą indywidualną lekcją, którą odrobić możemy tylko my sami. Jest tylko jeden haczyk, a mianowicie utknięcie w tym niewidzialnym bagnie. Ponieważ do tego miejsca prowadzą nas blokady i lęki, to wyjście jest również w tych lękach i blokadach. My za to szukamy tego wyjścia w miejscach, które nie są na daną chwile dla nas dostępne. Mowa tu o udawaniu i oszukiwaniu siebie, a przy tym również i innych. Tak bardzo pragniemy uciekać od bólu, zasłaniając go fałszywą radością i szczęściem, które jest tylko chwilowym stanem naszego umysłu. Przez to zataczamy koła wracając do miejsca, z którego wyszliśmy. Robimy to do momentu, aż opadanie iluzja, a my sami doprowadzimy się do skrajnego wyczerpania nie tylko na poziomie umysłu, ale tez duszy i serca. Kiedy zawali się wszystko łącznie z ego, które to trzyma nas w danym miejscu czy okoliczności najbardziej, ukaże się nowe i niepoznane.

Zobaczyć światło pośród mroku jest zwyczajnym uświadomieniem sobie wewnętrznych blokad, lęków i strachów, które to poprzez rozjaśnienie zaczną powoli przekształcać się w drugi biegun. Będzie to powolny proces, ale spowoduje on uwolnienie na wielu poziomach naszego życia. Zwykła chęć wyzbycia się iluzji, które pewnie od dawna są jedynie beznadziejnymi przyzwyczajeniami do pewnych osób, sytuacji i okoliczności, pokaże nam nowe drogi i możliwości jakie nigdy nie były dla nas dostępne. Tego może obawiamy się najbardziej, czyli „NOWEGO SIEBIE”, wolnego, oczyszczonego i idącego drogą złożoną z własnej prawdy. Drogą, która niekoniecznie będzie podobała się innym, gdyż zaburzy ich dotychczasowy rytm i porządek. A to również będzie dobre, bo spowoduje, że i oni zechcą zajrzeć głęboko w ciemne zakamarki swojego umysłu, serca oraz duszy. Podrażnimy ich zmysły, sprowokujemy niechęć i zazdrość, ale także udowodnimy, że można kierować się światłem w prawdzie, a ciemność i mrok są jedynie naszym drogowskazem i sprzymierzeńcem.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Wyjście z iluzji…

Iluzja czyli złudzenie lub nawet cały proces następujących po sobie oglądów, poglądów, które różnią się od rzeczywistości i prawdy jaką jesteśmy. Jest także widzeniem czegoś, czego nie ma i przy okazji odzwierciedleniem kłamstw i naszych negatywnych emocji.

Istnieje ogromna grupa ludzi, którzy żyją właśnie w taki sposób, w swoim własnym świecie, pełnym emocjonalnych pułapek, zasilając energetycznie wszystko to, co są w stanie sobie wyobrazić. Każdy z nas jest po części kreatorem swojej rzeczywistości. Mówimy, że to  co w środku, to i na zewnątrz i pewnie przez nagromadzone doświadczenia, traumy, ale i także radości jesteśmy w stanie wykreować wszystko zgodnie z nasza wyobraźnią. Z jednym wyjątkiem, bo nie wszystkie wyobrażenia i pragnienia są w stanie się ziścić, szczególnie te, na których zależy nam najbardziej. Możliwe, że właśnie wtedy żyjemy iluzją ich zamanifestowania się  w naszej rzeczywistości, a one po prostu nie są nam przeznaczone. Często popadamy w uzależnienia od wyobrażania sobie życia takim jakie nie jest, a jakie byśmy chcieli, aby było. Takie „bujanie w obłokach”, ponieważ jest nam tak wygodniej, gdyż daje nam to emocjonalnie spełnienie i zadowolenie.

Ważne, aby zdać sobie sprawę z tego, co robimy ze swoim życiem. Kiedy zaczniemy pracować z podświadmością, wydobywać z niej wszystko, co nieuświadomione i rozjaśniać zepchnięte głęboko traumy, przyzwyczajenia, poglądy czy wpojone nam nawyki, wtedy iluzje zaczną pękać. Tylko wyzbycie się ich i zaprzestanie oszukiwania siebie i innych pozwoli zmienić każdy negatywny wzorzec i kierunek. Wymaga to oczywiście wielkiego samozaparcia, odpowiedzialności ale i odwagi oraz przyznania się do swoich iluzorycznych poglądów i pragnień. Tylko szczere spojrzenie na siebie i na to, co kreujemy zapoczątkuje prawdę jaką wszyscy być powinniśmy. Od tego należy zacząć, a reszta zostanie poprowadzona zgodnie z naszym prawdziwym przeznaczeniem. Jednak jest to dość trudny proces i raczej odkładany z powodu bólu i cierpienie, jakie ze sobą niesie. Trudno jest pozbyć się iluzji, w których żyliśmy od lat, które nie do końca nam pasowały, bo tkwiliśmy w nich z różnych indywidualnych powodów. To one blokowały nas i opóźniały wszystko co powinno do nas docierać oraz manifestowały się w postaci błędnego oglądu sytuacji i braku realnego spojrzenia.

Wyjście oraz przejście jest nieuniknione, ponieważ tylko wtedy pozwolimy na dotarcie do prawdziwej rzeczywistości, spokoju i szczęścia… Światło jakie rzucimy na „nieprawdę”, pozwoli także na rozjaśnienie nas samych. Wewnętrzne światełko powoli zacznie przyciągać do nas ludzi, okoliczności i zdarzenia, które będą zgodne z naszym przeznaczeniem. Wtedy obrany kierunek, taki realny, pokaże nam lekkość, prostotę życia, które tworzymy…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Huśtawka emocjonalna…

Rozkołysani emocjonalnie lub rozchwiani emocjonalnie, w zależności od tego, co z nami rezonuje. Sami wiemy najlepiej w co wkładamy wysiłki i gdzie kierujemy swoje energie. Oczywiście zobaczymy i doświadczymy to na własnej skórze, gdyż właśnie te doświadczenia pokierują naszą drogą, wskażą kierunki lub zaprowadzą w pustkę, z której zazwyczaj ciężko wyjść. Pustka jest potrzebna, ponieważ tylko w pustce może wyrazić i pojawić się „pełnia”. Tylko jeśli zbyt długo tkwimy w tym stanie, to popadamy w „niemoc” i zniechęcenie. Szukamy wypełnienia chwytając się wszystkiego, co popadnie, a co nie jest nam do niczego potrzebne. Wpadamy w pułapki myśli i zdarzeń, które nie niosą ze sobą nic konkretnego, a raczej ściągają nas w niskie poczucie wartości. Pewnie tego właśnie potrzebujemy, bo tylko w tych niskich wibracjach widzimy światełko i chęć pracy nad sobą. Tylko w odwrotności pragnienia widzimy konieczność poprawy i naprawy swojego życia. I tak właśnie „bujamy się” na huśtawce życia biorąc trochę „z góry i trochę z dołu”, niekoniecznie w poczuciu równowagi, gdyż to my sami mamy do niej dotrzeć. Jedynie musimy znaleźć ten punkt pomiędzy górą i dołem i tak poprowadzić swoje życie, abyśmy mogli wystarczająco dużo czerpać z tych dwóch poziomów.

Zbyt częste przebywanie w takiej rozchwianej energetyce tylko nadmiernie pobudza nasze zniechęcenie i prowadzi do punktu, gdzie nie możemy pohamować natłoku myśli i zapanować nad umysłem. Jedynie poskromiony i wyciszony umysł pozwoli na odczytanie i usłyszenie głosu serca, którego głos jest jedyną prawdą w nas samych. Tylko czy serce się nigdy nie myli? Może nie myli, ale nie zawsze wskazuje na to, co racjonalne i wtedy zaczyna się ta huśtawka pomiędzy tym co namacalne, a tym co nazywamy „marzeniem”. A marzenia nie zawsze się spełniają, częściej są zawieszone w przestrzeniach, które nie zawsze są dla nas dostępne, gdyż nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie w danej chwili z nimi rezonować. Jednak wszystko to jest dla nas dostępne, tylko należy otwierać się na nowości i przestać blokować się na wszystko, czego nie możemy przewidzieć i nad czym nie mamy kontroli…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Być blisko…

Nawet wśród ciemności i braku oglądu możemy dotrzeć do celu jaki sobie wyznaczyliśmy. To ile wysiłku w to włożymy zależy jedynie od postrzegania i otwartości, ponieważ im większe zablokowanie i spięcie, tym trudniej jest nam być tam, gdzie byśmy chcieli. Na te blokady wpływa wiele czynników, od skromności, lęku i niskiej samooceny, po zbytnią kontrolę i nadmuchane ego. Przeszkody stawiamy sobie sami, bo są nam potrzebne w dotarciu do celu, w ewolucji i samorozwoju. Potrzebujemy tego do życia tu na ziemi tylko po to, aby zjednoczyć się na poziomie duszy i nie tylko, ale także na poziomie zbiorowej świadomości. Każda nasza decyzja lub jej brak ma swoje następstwo w rozumieniu pozytywnym, ale także negatywnym.

Być blisko celu i go osiągnąć jest najlepszą nagrodą za nasze starania, natomiast być blisko i ponieść klęskę jest zupełną odwrotnością Następuje ogromny dysonans, wewnętrzna walka i poczucie klęski. Popadamy wtedy w pustkę, analizę i poczucie braku. Samobiczowanie nic nie daje, jedynie wpędza w większe poczucie straty i zaniżenie własnej wartości. Jedynie bycie w pozycji obserwatora może spowodować olśnienie i poszerzenie widzenia. Dzięki czemu uzyskamy lepszy wgląd w sytuację i szybsze jej rozwiązanie. Dystans jaki jest potrzebny przyczynia się to tego, że sprawy ukazują się nam w innym świetle. Nagle możemy dostrzec to, czego nie widzieliśmy i dostać to, co było dla nas nieuchwytne.

Jednak często jest tak, że nasze potrzeby nigdy się nie zrealizują. Pewnie dlatego, bo tak zdecydowaliśmy w momencie narodzin, tylko zostało nam to wykasowane. Zgoda jaką okazaliśmy miała lub ma nas doprowadzić do miejsca, które będzie dla nas wybawieniem. Dzieje się tak, ponieważ tylko niewiedza i chęć jej zdobycia prowadzi ku prawdzie, jaką jesteśmy. W tej prawdzie jesteśmy sobą, pełnią i światłem. Działamy zgodnie z głosem duszy i na cześć wyższego dobra. Poniesione straty jaki i zyski, tu na ziemi nie mają większego znaczenia, liczy się tylko to, czym wypełnimy serce, a możemy je wypełnić jedynie miłością. Miłością do siebie jaki i bliskich i wtedy możemy powiedzieć, że jesteśmy blisko celu…

Zdajmy się na los i wyższe prowadzenie, taki plan, który jest poza zasięgiem naszej świadomości. Bo nie spotyka nas nic, prócz tego, co sami sobie zaplanowaliśmy. Nadmierna kontrola zaburza naturalne przepływy i blokuje to, co powinniśmy otrzymać. Puść wszystko co Cię spina, usłysz głos serca i powstrzymaj natłok myśli. Czysty i przejrzysty umysł, połączony z głosem serca pokaże i podaruje wszystko to, czego pragniemy.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Idź tam wreszcie…

Przepiękna ilustracja, w której ukazuje się „Królestwo” osadzone gdzieś na poziomie „Wyższej Jaźni”, droga jaką trzeba pokonać, aby tam dotrzeć oraz podział na dzień i noc. Ten podział na dzień i noc wskazuje na świadomość i podświadomość, czyli na to co odkryte i zakryte, widziane i pomijanie. Ta idąca kobieta wygląda na zdeterminowaną, nie ogląda się za siebie. I właśnie taki obraz powinien towarzyszyć nam każdego dnia, kiedy dążymy do prawdy jaką jesteśmy, podzieleni gdzieś pomiędzy światłem, a ciemnością – istny dualizm, o którym często piszę. Ten podział jest naszym ziemskim uwarunkowaniem i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej. Wiedząc, że wszystko jest tak samo dobre jak i złe, chciane i niechciane, wielkie i małe, możemy łatwiej spoglądać na to, co nam się przydarza. Pozwoli to także na akceptację i przyjmowanie. Jednak z tą akceptacją należy uważać, ponieważ może przyciągnąć do nas więcej tego, czego nie chcemy. I tu pytanie: Jak to?… A no tak, że jeśli przez długi czas przebywamy w niskich wibracjach, nic nam nie sprzyja, dopada nas depresja, ból i lęk, to w pierwszej kolejności należy wyjść z tego „bagna”. Dopiero jak choć troszkę się podniesiemy, wtedy możemy okazać akceptację. Takie jest moje zdanie, oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgodzić, ilu ludzi tyle prawd i dróg do przebycia. Wszystkie są piękne i wymagane, bo przyczynią się do całości, jaką jesteśmy.

Co z tym podziałem pomiędzy światłem i ciemnością?

Mowa tu, o widzianym i ukrytym, bo sama świadomość życia jest tylko połową, a jej uzupełnieniem jest własnie to, co podświadome. Tam kryje się wszystko, co przysporzyło nam masę bólu, z którym nie chcieliśmy się zmierzyć, lub jako dzieci po prostu nie potrafiliśmy. Teraz zaglądając głęboko w siebie jesteśmy w stanie przeprogramować i oczyścić wszystko, co sami zblokowaliśmy. Istnieje jeszcze druga strona, która głosi, że nie ma się z czego oczyszczać. Jesteśmy już doskonali, prawdziwi i jedyni w swoim rodzaju. Droga, jaką idziemy jest naszym wyborem, przyzwolenie lub chęcią zmagania się, Wszystkie praktyki są cudowne i potrzebne, ponieważ jesteśmy tu na Ziemi, uwikłani w czas i przestrzeń, która kieruje nami i często podkłada nam „kłody” pod nogi. Dlaczego?… bo tak wybraliśmy, tego potrzebujemy lub jest koniecznością, aby przeskoczyć do następnego etapu. Oczywiście rozkłada się to w czasie, sprzyja nam oraz przynosi porażki i dzieje się tak tylko po to, aby przybliżyć nas do tego „Królestwa”, które jest pokazane na ilustracji powyżej. Mamy już to wszystko, tylko poprzez blokady i lęki nie jesteśmy w stanie przyjąć tej mądrości i prawdy. Nawet ją wypieramy i negujemy, ponieważ zaniżamy swoją wartość i ujmujemy dobro którym i tak jesteśmy. Dlaczego właśnie tak patrzymy na lekkość? Bo komplikacja działa jak wahadło, skoro już raz zaistniała, to chce kontynuować i zahacza nas, sprowadzając do punktu, w którym być nie chcemy, a ona chce się utrzymać. Wszystko, czemu nadano energię i potencjał działa w naszej przestrzeni i chce w niej zaistnieć. Czy tak się stanie, czy nie, zależy tylko od nas i od pracy jaka włożymy.

A teraz , co z tą drogą?

Droga jest indywidualna, ale także przyczynia się do „całości” jaką jesteśmy. Wgląd w jej prowadzenie wymaga pracy, bo tu na ziemi wszystko sprowadza się właśnie do tego. Ziemia jest naszą matką, żywicielką ale także serwuje nam możliwość wyboru między tym czego potrzebujemy, a tym co sprzeciwia się naszym potrzebom. I wiele razy będziemy się potykać, upadać i podnosić się po to, aby wchodzić wyżej i wyżej, aż dotrzemy tam, gdzie pragniemy. Jest to tak samo łatwe, jaki i trudne, a komplikacje są jedynie naszym poglądem, wzorcem i kontynuacją. Bo życie che się utrzymać na poziomie, który jest znany i kontynuowany od lat. Wszystko, co nowe jest zagrożeniem dla tego, co znane i wpojone w naszą tożsamość. Praca nad sobą jak i jej brak jest „Centrum”, które raz odkryte pomoże nam w dalszej wędrowce. Dlatego szukajmy tego „środka” pomiędzy tym, co chciane, a tym co od lat wypieramy. Taki „punkt „ZERO” !!!………

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Już podziękuję…

Podziękuję za czas, przestrzeń i osamotnienie. Za chwilę słabości, niewiedzę i ciągle poszukiwania. Zabawę w „szukacza” i „czekacza”, kiedy cała uwaga skupia się na znalezieniu rozwiązania lub czekaniu, aż sprawy rozwiążą się same… Podziękuję za oddalanie tego, co musi nadejść, a na co nie ma jeszcze gotowości. Podziękuję za kłamstwo pośród prawdy. Za braki w obfitości…

Wdzięczność w trudnych momentach jest ogromną sztuką i wielkim wysiłkiem. Jednak należy być wdzięcznym bez negatywnych emocji, gdyż tylko szczere odczucie wdzięczności może uzdrowić i uwolnić nas nie tylko na poziomie duszy. Wymaga odwagi by spojrzeć w głąb siebie i pogodzić się z tym, że dotykające nas okoliczności i zdarzenia są odbiciem tego, co mamy w środku.

Czy można dziękować za to, co nam nie odpowiada, lub jest dla nas wyniszczające?…

Tak, można…

W tej sztuce jest „magia” akceptacji tego, co do nas przychodzi. Jest krokiem ku zmianie, która nie musi być natychmiastowa, a raczej jest procesem długofalowym. Chociaż nie jest to regułą.Często zniecierpliwienie dokłada nam kolejnych „bodźców” w postaci porównań, zwątpienia, niesprawiedliwości, odczucia braku. Zamienia nas w PUSTELNIKA, który zagląda w swoje lęki i podejmuje próbę ich pokonania. Zazwyczaj jest to praca długa i trudna, wymaga ogromnej odwagi, by wreszcie zajrzeć tam, gdzie dawno temu zgasiliśmy ostatnie światło. Jest, to jednak nieuniknione!

Najgorsze jest jednak to zawieszenie pomiędzy „wiedzą”, a „niewiedzą”. Kiedy czujesz, że jesteś tak „blisko”, a zarazem tak „daleko”. Kiedy jednego dnia czujesz moc i chęć do zmiany, a drugiego wracasz do punktu wyjścia. Takie wzloty i upadki. I właśnie o to chodzi, aby przyjmować i jedno i drugie, ponieważ wszystko co ma drugi biegun jest całością stworzenia. Jedno nie istnieje bez drugiego. Pewnie dlatego tak męczą nas sytuacje, do których wracamy lub jakich się wyrzekamy. Oczywiście są one także po to, aby wyciągnąć potrzebne lekcje i by wreszcie wyrazić zgodę na ich przepracowanie.

Ważna uwaga, nie warto wracać do miejsc, które zostały dla nas zamknięte. Przyniesie nam to jedynie ciągłe poczucie straty i utknięcia w tym, czego już nie ma. Wiem, że trudno jest wyjść z emocji, które nas uzależniły i uwięziły. Jednak to wyjście jest konieczne, ponieważ przeszłe zdarzenia mogą tylko blokować nas na nowe doświadczenia. Są to jedynie przyzwyczajenia na poziomie myśli, nie mające powiązania z tym, co dyktuje nam serce. Uzależnienie emocjonalne jest bardzo wyniszczające. Prowadzi do utraty własnej osobowości i poczucia wartości. Uzależniamy się emocjonalnie od ludzi, okoliczności i zdarzeń. Jest to spowodowane brakami jakie posiadamy i z lękiem przed prawdą jaką jesteśmy. Oczywiście możemy pomóc sobie w tych trudnych doświadczeniach. Wejść w rolę „Obserwatora”, który bardziej przygląda się, niż analizuje. Możemy rozbudzić w sobie przestrzeń serca, która podyktuje nam odpowiednie rozwiązanie lub choć na chwilę zaspokoi naszą ciekawość – przecież jest to głos naszej intuicji. Tylko dlaczego ona mówi tak cicho?… Przecież moglibyśmy uniknąć tak wielu niepowodzeń. Możliwe, że umysł jest głośniejszy. Dlatego, życzę wszystkim cierpliwości i odwagi…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Czy warto?…

Zmiana czy przemiana jest jedną z wielu nazw, jakie nadajemy okolicznościom i zdarzeniom życia codziennego, które sami prowokujemy lub też dzieją się bez naszej woli. Tu w materialnym świecie, gdzie liczą się jego dobra i uznanie mało jest tego, co nas uzupełnia na poziomie wyższej świadomości. Większość przysposobiliśmy sobie z wachlarza możliwości i z konieczności dostosowania lub zostało nam narzucona przez otoczenie.

Ja, świat i prawda

Dla tych, którzy próbują wejść na ścieżkę wyższego poznania i prowadzenia zaczyna się prawdziwa walka z samym sobą, a raczej z „ego”, które jest istnym odzwierciedleniem tego co materialne, przyziemne i niewystarczające. Jest to walka z koniecznością transformacji, która nie jest łatwym procesem. Wszystko, to co znane i uznawane chce się utrzymać w przestrzeni wariantów. Działa na zasadzie wahadła, które systematycznie i z wielkim zaangażowaniem zahacza nas i prowadzi zawsze w to samo miejsce. Zazwyczaj jest to miejsce, jakie nam nie odpowiada, z którym toczymy walkę od lat. W taki sposób wracamy do punktów, które od dawna nam nie służą i są dla nas destrukcyjne. Trzymają nas w garści możliwości, ale tylko takich, jakie powielamy przez lata. Istnieje jeszcze jedna prawda, głosząca, że „ego”, jak wszystko inne, jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Istnieje, ale paradoksalnie wcale go nie ma. Tyle w tym prawdy jaki i kłamstwa – istny dualizm tego świata.

W pytaniu „Czy warto?” znajduje się już odpowiedź!…

  1. Warto pracować nad sobą.
  2. Warto poszerzać swoją świadomość.
  3. Warto leczyć traumy i blokady związane z nimi.
  4. Warto akceptować to, co niesie nam życie, nawet jeśli nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami.
  5. Warto czytać, analizować i szkolić się w dziedzinach, które nas interesują.
  6. Warto kończyć to, co nam nie służy.
  7. Warto zmieniać podejście do życia.
  8. Warto wierzyć w siebie i podnosić samoocenę.
  9. Warto kochać i akceptować siebie.
  10. Warto spojrzeć do wnętrza i znaleźć połączenie z duszą.
  11. Warto znaleźć i otworzyć przestrzeń serca.
  12. Warto medytować w taki sposób, jaki jest dla nas najlepszy.
  13. Warto się smucić, dobijać i negować.
  14. Warto żyć w taki sposób, jaki dyktuje nam serce.
  15. Warto popełniać błędy, nawet jeśli będą one przesądzały o naszym losie.
  16. Warto doprowadzić się świadomie do miejsc, których nie chcemy. Bo jeśli tego nie zrobimy, to życie i tak nas tam doprowadzi.
  17. Warto słuchać własnej intuicji.
  18. Warto zamienić się w pustelnika po to, by wejrzeć w siebie głęboko.
  19. Warto walczyć o siebie i prawdę, jaką jesteśmy.
  20. Warto i nie warto….