Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Być blisko…

Nawet wśród ciemności i braku oglądu możemy dotrzeć do celu jaki sobie wyznaczyliśmy. To ile wysiłku w to włożymy zależy jedynie od postrzegania i otwartości, ponieważ im większe zablokowanie i spięcie, tym trudniej jest nam być tam, gdzie byśmy chcieli. Na te blokady wpływa wiele czynników, od skromności, lęku i niskiej samooceny, po zbytnią kontrolę i nadmuchane ego. Przeszkody stawiamy sobie sami, bo są nam potrzebne w dotarciu do celu, w ewolucji i samorozwoju. Potrzebujemy tego do życia tu na ziemi tylko po to, aby zjednoczyć się na poziomie duszy i nie tylko, ale także na poziomie zbiorowej świadomości. Każda nasza decyzja lub jej brak ma swoje następstwo w rozumieniu pozytywnym, ale także negatywnym.

Być blisko celu i go osiągnąć jest najlepszą nagrodą za nasze starania, natomiast być blisko i ponieść klęskę jest zupełną odwrotnością Następuje ogromny dysonans, wewnętrzna walka i poczucie klęski. Popadamy wtedy w pustkę, analizę i poczucie braku. Samobiczowanie nic nie daje, jedynie wpędza w większe poczucie straty i zaniżenie własnej wartości. Jedynie bycie w pozycji obserwatora może spowodować olśnienie i poszerzenie widzenia. Dzięki czemu uzyskamy lepszy wgląd w sytuację i szybsze jej rozwiązanie. Dystans jaki jest potrzebny przyczynia się to tego, że sprawy ukazują się nam w innym świetle. Nagle możemy dostrzec to, czego nie widzieliśmy i dostać to, co było dla nas nieuchwytne.

Jednak często jest tak, że nasze potrzeby nigdy się nie zrealizują. Pewnie dlatego, bo tak zdecydowaliśmy w momencie narodzin, tylko zostało nam to wykasowane. Zgoda jaką okazaliśmy miała lub ma nas doprowadzić do miejsca, które będzie dla nas wybawieniem. Dzieje się tak, ponieważ tylko niewiedza i chęć jej zdobycia prowadzi ku prawdzie, jaką jesteśmy. W tej prawdzie jesteśmy sobą, pełnią i światłem. Działamy zgodnie z głosem duszy i na cześć wyższego dobra. Poniesione straty jaki i zyski, tu na ziemi nie mają większego znaczenia, liczy się tylko to, czym wypełnimy serce, a możemy je wypełnić jedynie miłością. Miłością do siebie jaki i bliskich i wtedy możemy powiedzieć, że jesteśmy blisko celu…

Zdajmy się na los i wyższe prowadzenie, taki plan, który jest poza zasięgiem naszej świadomości. Bo nie spotyka nas nic, prócz tego, co sami sobie zaplanowaliśmy. Nadmierna kontrola zaburza naturalne przepływy i blokuje to, co powinniśmy otrzymać. Puść wszystko co Cię spina, usłysz głos serca i powstrzymaj natłok myśli. Czysty i przejrzysty umysł, połączony z głosem serca pokaże i podaruje wszystko to, czego pragniemy.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Idź tam wreszcie…

Przepiękna ilustracja, w której ukazuje się „Królestwo” osadzone gdzieś na poziomie „Wyższej Jaźni”, droga jaką trzeba pokonać, aby tam dotrzeć oraz podział na dzień i noc. Ten podział na dzień i noc wskazuje na świadomość i podświadomość, czyli na to co odkryte i zakryte, widziane i pomijanie. Ta idąca kobieta wygląda na zdeterminowaną, nie ogląda się za siebie. I właśnie taki obraz powinien towarzyszyć nam każdego dnia, kiedy dążymy do prawdy jaką jesteśmy, podzieleni gdzieś pomiędzy światłem, a ciemnością – istny dualizm, o którym często piszę. Ten podział jest naszym ziemskim uwarunkowaniem i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej. Wiedząc, że wszystko jest tak samo dobre jak i złe, chciane i niechciane, wielkie i małe, możemy łatwiej spoglądać na to, co nam się przydarza. Pozwoli to także na akceptację i przyjmowanie. Jednak z tą akceptacją należy uważać, ponieważ może przyciągnąć do nas więcej tego, czego nie chcemy. I tu pytanie: Jak to?… A no tak, że jeśli przez długi czas przebywamy w niskich wibracjach, nic nam nie sprzyja, dopada nas depresja, ból i lęk, to w pierwszej kolejności należy wyjść z tego „bagna”. Dopiero jak choć troszkę się podniesiemy, wtedy możemy okazać akceptację. Takie jest moje zdanie, oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgodzić, ilu ludzi tyle prawd i dróg do przebycia. Wszystkie są piękne i wymagane, bo przyczynią się do całości, jaką jesteśmy.

Co z tym podziałem pomiędzy światłem i ciemnością?

Mowa tu, o widzianym i ukrytym, bo sama świadomość życia jest tylko połową, a jej uzupełnieniem jest własnie to, co podświadome. Tam kryje się wszystko, co przysporzyło nam masę bólu, z którym nie chcieliśmy się zmierzyć, lub jako dzieci po prostu nie potrafiliśmy. Teraz zaglądając głęboko w siebie jesteśmy w stanie przeprogramować i oczyścić wszystko, co sami zblokowaliśmy. Istnieje jeszcze druga strona, która głosi, że nie ma się z czego oczyszczać. Jesteśmy już doskonali, prawdziwi i jedyni w swoim rodzaju. Droga, jaką idziemy jest naszym wyborem, przyzwolenie lub chęcią zmagania się, Wszystkie praktyki są cudowne i potrzebne, ponieważ jesteśmy tu na Ziemi, uwikłani w czas i przestrzeń, która kieruje nami i często podkłada nam „kłody” pod nogi. Dlaczego?… bo tak wybraliśmy, tego potrzebujemy lub jest koniecznością, aby przeskoczyć do następnego etapu. Oczywiście rozkłada się to w czasie, sprzyja nam oraz przynosi porażki i dzieje się tak tylko po to, aby przybliżyć nas do tego „Królestwa”, które jest pokazane na ilustracji powyżej. Mamy już to wszystko, tylko poprzez blokady i lęki nie jesteśmy w stanie przyjąć tej mądrości i prawdy. Nawet ją wypieramy i negujemy, ponieważ zaniżamy swoją wartość i ujmujemy dobro którym i tak jesteśmy. Dlaczego właśnie tak patrzymy na lekkość? Bo komplikacja działa jak wahadło, skoro już raz zaistniała, to chce kontynuować i zahacza nas, sprowadzając do punktu, w którym być nie chcemy, a ona chce się utrzymać. Wszystko, czemu nadano energię i potencjał działa w naszej przestrzeni i chce w niej zaistnieć. Czy tak się stanie, czy nie, zależy tylko od nas i od pracy jaka włożymy.

A teraz , co z tą drogą?

Droga jest indywidualna, ale także przyczynia się do „całości” jaką jesteśmy. Wgląd w jej prowadzenie wymaga pracy, bo tu na ziemi wszystko sprowadza się właśnie do tego. Ziemia jest naszą matką, żywicielką ale także serwuje nam możliwość wyboru między tym czego potrzebujemy, a tym co sprzeciwia się naszym potrzebom. I wiele razy będziemy się potykać, upadać i podnosić się po to, aby wchodzić wyżej i wyżej, aż dotrzemy tam, gdzie pragniemy. Jest to tak samo łatwe, jaki i trudne, a komplikacje są jedynie naszym poglądem, wzorcem i kontynuacją. Bo życie che się utrzymać na poziomie, który jest znany i kontynuowany od lat. Wszystko, co nowe jest zagrożeniem dla tego, co znane i wpojone w naszą tożsamość. Praca nad sobą jak i jej brak jest „Centrum”, które raz odkryte pomoże nam w dalszej wędrowce. Dlatego szukajmy tego „środka” pomiędzy tym, co chciane, a tym co od lat wypieramy. Taki „punkt „ZERO” !!!………

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Już podziękuję…

Podziękuję za czas, przestrzeń i osamotnienie. Za chwilę słabości, niewiedzę i ciągle poszukiwania. Zabawę w „szukacza” i „czekacza”, kiedy cała uwaga skupia się na znalezieniu rozwiązania lub czekaniu, aż sprawy rozwiążą się same… Podziękuję za oddalanie tego, co musi nadejść, a na co nie ma jeszcze gotowości. Podziękuję za kłamstwo pośród prawdy. Za braki w obfitości…

Wdzięczność w trudnych momentach jest ogromną sztuką i wielkim wysiłkiem. Jednak należy być wdzięcznym bez negatywnych emocji, gdyż tylko szczere odczucie wdzięczności może uzdrowić i uwolnić nas nie tylko na poziomie duszy. Wymaga odwagi by spojrzeć w głąb siebie i pogodzić się z tym, że dotykające nas okoliczności i zdarzenia są odbiciem tego, co mamy w środku.

Czy można dziękować za to, co nam nie odpowiada, lub jest dla nas wyniszczające?…

Tak, można…

W tej sztuce jest „magia” akceptacji tego, co do nas przychodzi. Jest krokiem ku zmianie, która nie musi być natychmiastowa, a raczej jest procesem długofalowym. Chociaż nie jest to regułą.Często zniecierpliwienie dokłada nam kolejnych „bodźców” w postaci porównań, zwątpienia, niesprawiedliwości, odczucia braku. Zamienia nas w PUSTELNIKA, który zagląda w swoje lęki i podejmuje próbę ich pokonania. Zazwyczaj jest to praca długa i trudna, wymaga ogromnej odwagi, by wreszcie zajrzeć tam, gdzie dawno temu zgasiliśmy ostatnie światło. Jest, to jednak nieuniknione!

Najgorsze jest jednak to zawieszenie pomiędzy „wiedzą”, a „niewiedzą”. Kiedy czujesz, że jesteś tak „blisko”, a zarazem tak „daleko”. Kiedy jednego dnia czujesz moc i chęć do zmiany, a drugiego wracasz do punktu wyjścia. Takie wzloty i upadki. I właśnie o to chodzi, aby przyjmować i jedno i drugie, ponieważ wszystko co ma drugi biegun jest całością stworzenia. Jedno nie istnieje bez drugiego. Pewnie dlatego tak męczą nas sytuacje, do których wracamy lub jakich się wyrzekamy. Oczywiście są one także po to, aby wyciągnąć potrzebne lekcje i by wreszcie wyrazić zgodę na ich przepracowanie.

Ważna uwaga, nie warto wracać do miejsc, które zostały dla nas zamknięte. Przyniesie nam to jedynie ciągłe poczucie straty i utknięcia w tym, czego już nie ma. Wiem, że trudno jest wyjść z emocji, które nas uzależniły i uwięziły. Jednak to wyjście jest konieczne, ponieważ przeszłe zdarzenia mogą tylko blokować nas na nowe doświadczenia. Są to jedynie przyzwyczajenia na poziomie myśli, nie mające powiązania z tym, co dyktuje nam serce. Uzależnienie emocjonalne jest bardzo wyniszczające. Prowadzi do utraty własnej osobowości i poczucia wartości. Uzależniamy się emocjonalnie od ludzi, okoliczności i zdarzeń. Jest to spowodowane brakami jakie posiadamy i z lękiem przed prawdą jaką jesteśmy. Oczywiście możemy pomóc sobie w tych trudnych doświadczeniach. Wejść w rolę „Obserwatora”, który bardziej przygląda się, niż analizuje. Możemy rozbudzić w sobie przestrzeń serca, która podyktuje nam odpowiednie rozwiązanie lub choć na chwilę zaspokoi naszą ciekawość – przecież jest to głos naszej intuicji. Tylko dlaczego ona mówi tak cicho?… Przecież moglibyśmy uniknąć tak wielu niepowodzeń. Możliwe, że umysł jest głośniejszy. Dlatego, życzę wszystkim cierpliwości i odwagi…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Czy warto?…

Zmiana czy przemiana jest jedną z wielu nazw, jakie nadajemy okolicznościom i zdarzeniom życia codziennego, które sami prowokujemy lub też dzieją się bez naszej woli. Tu w materialnym świecie, gdzie liczą się jego dobra i uznanie mało jest tego, co nas uzupełnia na poziomie wyższej świadomości. Większość przysposobiliśmy sobie z wachlarza możliwości i z konieczności dostosowania lub zostało nam narzucona przez otoczenie.

Ja, świat i prawda

Dla tych, którzy próbują wejść na ścieżkę wyższego poznania i prowadzenia zaczyna się prawdziwa walka z samym sobą, a raczej z „ego”, które jest istnym odzwierciedleniem tego co materialne, przyziemne i niewystarczające. Jest to walka z koniecznością transformacji, która nie jest łatwym procesem. Wszystko, to co znane i uznawane chce się utrzymać w przestrzeni wariantów. Działa na zasadzie wahadła, które systematycznie i z wielkim zaangażowaniem zahacza nas i prowadzi zawsze w to samo miejsce. Zazwyczaj jest to miejsce, jakie nam nie odpowiada, z którym toczymy walkę od lat. W taki sposób wracamy do punktów, które od dawna nam nie służą i są dla nas destrukcyjne. Trzymają nas w garści możliwości, ale tylko takich, jakie powielamy przez lata. Istnieje jeszcze jedna prawda, głosząca, że „ego”, jak wszystko inne, jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Istnieje, ale paradoksalnie wcale go nie ma. Tyle w tym prawdy jaki i kłamstwa – istny dualizm tego świata.

W pytaniu „Czy warto?” znajduje się już odpowiedź!…

  1. Warto pracować nad sobą.
  2. Warto poszerzać swoją świadomość.
  3. Warto leczyć traumy i blokady związane z nimi.
  4. Warto akceptować to, co niesie nam życie, nawet jeśli nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami.
  5. Warto czytać, analizować i szkolić się w dziedzinach, które nas interesują.
  6. Warto kończyć to, co nam nie służy.
  7. Warto zmieniać podejście do życia.
  8. Warto wierzyć w siebie i podnosić samoocenę.
  9. Warto kochać i akceptować siebie.
  10. Warto spojrzeć do wnętrza i znaleźć połączenie z duszą.
  11. Warto znaleźć i otworzyć przestrzeń serca.
  12. Warto medytować w taki sposób, jaki jest dla nas najlepszy.
  13. Warto się smucić, dobijać i negować.
  14. Warto żyć w taki sposób, jaki dyktuje nam serce.
  15. Warto popełniać błędy, nawet jeśli będą one przesądzały o naszym losie.
  16. Warto doprowadzić się świadomie do miejsc, których nie chcemy. Bo jeśli tego nie zrobimy, to życie i tak nas tam doprowadzi.
  17. Warto słuchać własnej intuicji.
  18. Warto zamienić się w pustelnika po to, by wejrzeć w siebie głęboko.
  19. Warto walczyć o siebie i prawdę, jaką jesteśmy.
  20. Warto i nie warto….

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Zawieszeni…

Właśnie takie zawieszenie symbolizuje księżyc, energię kobiecą, która jest reprezentacją podświadomości czyli tego, co skryliśmy głęboko przed światłem i światem. Pod osłoną nocy tracimy z oczy wszystko to, co jest dostępne za dnia. Ograniczeni błądzimy po omacku lub popadamy w chorą analizę.

Zawieszeni w przestrzeni wariantów, pomiędzy ciągłymi wyborami między dobrem i złem. Kierowani naleciałościami, przyzwyczajeniami i narzuconymi sposobami postępowania czekamy na rozwiązana, które przyniosą upragnione szczęście.

Zawieszenie zmusza nas do szukania przyczyny jego powstania oraz do głębszego wejścia w to co nieuświadomione. Wtedy zaczyna się praca z podświadomością i traumami, które przez lata skrywaliśmy. To własnie te traumy kierują nami dokonując wyboru, który niekoniecznie nam się podoba, a jest tylko powieleniem wyuczonego lub narzuconego schematu. Gdzieś na tej drodze kończymy z marzeniami i patrzymy „prawdzie w oczy”, przepracowujemy wszystko to, co prosi się o uleczenie i ukazanie w świetle. Zaczynamy dostrzegać prawdę i „nazywać ją po imieniu”. Chociaż na początku towarzyszy nam lęk, to po jakimś czasie zaczyna on działać na naszą korzyść. Nie oznacza to, że przestajemy bać się wszystkiego i wszystkich. To się nie uda, gdyż jeśli przez lata lęk był naszym towarzyszem, to będzie tak nadal, tylko przemieni się w sprzymierzeńca.

Czasami zawieszenie symbolizuje tylko niemożność dokonania wyboru, ponieważ mamy zbyt wiele możliwości, a każda z nich jest przez nas chciana i odpowiednia. I tutaj nie uda się mieć wszystkiego, życie samo weryfikuje i wyrównuje zgodnie z rządzącymi prawami. Nie zawsze nam to pasuje, a częściej nie pasuje. Mając wolną wolę, mamy także wachlarz możliwości, a tkwienie w zawieszeniu jest także jednym z możliwych wyborów, jakiego dokonujemy. Sami wybieramy stany umysłu w których chcemy się poruszać.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Ciemność, która jest światłem…

Ciemność, która ogranicza widoczność na tyle skutecznie, że błądzimy szukając drogi, a nawet boimy się jej, bo brakuje nam poczucia kontroli, wyobraźni i prowadzenia duszy. Nie widzimy prawdy, gdyż ograniczamy się do pojedynczej analizy i punktowego oglądu. Nie umiemy patrzeć z wielu perspektyw, głównie dlatego, że większość z nich nam nie pasuje lub nie potrafimy ich zinterpretować. Paradoksalnie ciemność jest światłością i na odwrót. Ci, którzy idą ścieżką samorozwoju integrują w sobie obie z nich, jednak są i tacy, którzy robią to nieświadomie. Taka droga jest bardzo prosta i pożądana, bo nie przysparza dodatkowej analizy i ciągłych wątpliwości. Teraz większość z nas została przytłoczona i zmuszona do wejścia na ścieżkę, która niekoniecznie nam odpowiada.

Jak zobaczyć świato tam gdzie panuje mrok?

W pierwszej kolejności należy dostrzec ten mrok i wyrazić chęć jego przemiany. A ona może nawet dokonać się sama, bez naszego udziału. Będzie wynikała z drogi naszej duszy i z przyzwolenia na to, co niesie ze sobą życie, bez zbędnej teorii, starań i kontroli. Pamiętajmy, że przyczyna i skutek idą ze sobą w parze. Jedno jest myślą, a drugie jej skutkiem, nad którym nie zawsze mamy kontrolę. Nawet można powiedzieć, że przewidywanie jest dokładnie tym, czego nie możemy uzyskać. Właśnie dlatego schodzimy do przestrzeni ciemności, popychani niechcianymi emocjami i okolicznościami, szukamy wyjścia lub światełka, które rozjaśni nam sprawę, poprawi jej ogląd. Doprowadza nas to do „ciemnej nocy duszy”, która jest dla większości upadkiem świata materialnego, a narodzinami świata duchowego. Jest integracją wewnętrznych prawd i zgodą na ich ukazanie. Dobrze jest zaakceptować ten stan, przyzwolić na niego, chociaż nie należy do przyjemnych. Prowadzi w mrok, który skrywamy od lat, z którego nie chcemy sobie zdawać sprawy, „gdyż prawda boli i w oczy kole”. Jednak tylko uznanie ciemności, przepracowanie jej może pokazać nam się w świetle, które jest dokładnie tym samym, tylko przeciwległym biegunem. Nawet nie musimy szukać drogi ani podpowiedzi, bo jest ona w tym samym miejscu – „jest jednym i tym samym”. Zbędna analiza i poszukiwania tylko pogarszają ogląd sytuacji, gdyż nie uda nam się znaleźć wyjścia tam, gdzie go nie ma. Zakończenie pewnych spraw byłoby zakończeniem tego, czego zakończyć się nie da. Dlaczego, ponieważ nasz świat jest NIESKOŃCZONY, a zamykanie go jest niezgodne z panującymi prawami. Skoro jesteśmy WSZYSTKIM we WSZYSTKIM, to jak możemy zamykać „to” w pojedyncze sytuacje. Nie uda nam się to, bo są sprawy, które toczą się bez naszego udziału i chęć zamknięcia ich lub uzyskania konkretnego rezultatu po prostu nie jest możliwa. One były, są i będą bez względu na to, czy je pożądamy, czy nie.

Ważne, aby widzieć światło tam , gdzie inni widzą ciemność. Integrować oba ze stanów, ponieważ i tak istnieją. My tylko wybieramy z przestrzeni dostępnych nam możliwości. Wybór ten związany jest ze stanem naszego umysłu i emocjami jakimi się uzupełniamy.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Droga, której nie ma, a jednak jest sensem życia…

Dlaczego tak ciężko jest nam wyjść z sytuacji, które nie wnoszą nic dobrego do naszego życia. Pewnie dlatego, że uzależniamy się od sytuacji i emocji jakie te zdarzenia ze sobą niosą, ponieważ ciężko jest przeprogramować nasz umysł, czy ogląd sytuacji tylko dlatego, że widzimy, coś co nam nie służy. Często właśnie te negatywne emocje i braki skłaniają nas ku temu, aby wreszcie zmienić coś w naszym życiu. Tylko do jakiego stanu musimy siebie doprowadzić, by znaleźć wyjście z przytłaczających nas sytuacji. Wszystko jest w naszych umysłach i to myśli kierują nas ku rzeczywistości. Ciągła analiza męczy, dobija i niszczy nas tu w tym materialnym życiu, ale także i na poziomach duchowych. Idziemy za ciągiem myśli, które są tylko łańcuszkiem powtarzających się okoliczności. Uzależnieni i przyzwyczajeni do powtarzalności zachować powielamy błędy, nie zdając sobie z tego sprawy. Pomimo własnych kreacji poddajemy się narzuconym programom, które nie są nasze i nie wnoszą nic do naszego życia. Idziemy obcą nam drogą, bo tak trzeba lub powielamy pokoleniowe błędy. Wciąż czekamy na „cudowny lek”, który odmieni nasze życie i jeśli go nie znajdziemy, to szukamy dalej przekopując wszelkie pomocne nam podpowiedzi. Tak zataczamy koło i wychodzimy w punkcie, w którym zaczeliśmy.

Czy istnieje coś, co możemy odnaleźć?

I tak i nie, ponieważ jedyne co możemy odnaleźć, to siebie samego. Prawdziwego i pozbawionego lęku, obojętnego i akceptującego wszystko to, co przychodzi. Chociaż sama akceptacja nie jest jedynym rozwiązaniem, ponieważ akceptacji wymaga utożsamianie się z daną okolicznością. Przyjęcie bez zbędnej analizy jest bardziej uwalniające. Dlatego, że droga do celu jest ważniejsza niż sam cel. Potrzebujemy jednego i drugiego, czyli starania się i odpuszczania. Dlatego, że jesteśmy dualni, czyli mamy w sobie i jedno i drugie. Obie formy są potrzebne i uwalniające.

Jest jeszcze jeden „kluczyk”, który otwiera drzwi do wszystkiego…

Jaki, to klucz?…

Mamy go w sobie i podpowiedzią jest to, że my sami jesteśmy tym kluczem. Jeśli mamy otworzyć jakiekolwiek drzwi, to są to drzwi do naszego wnętrza. Blaski i cienie jakie znajdziemy za tymi drzwiami są właśnie uzupełniającymi się przestrzeniami. Wszystko, to co napotkamy jest piękne i potrzebne dla stworzenia pełnego obrazu nas samych. Walka jaką toczymy jest walką z samym sobą i jest zbędna i dobijająca. Bo nie ma nikogo oprócz nas, a nawet jeśli mamy takie odczucie, to jest to tylko nasze odzwierciedlenie. Projekcja naszego umysłu jest wszystkim i niczym jednocześnie. Zamykanie wszystkiego w formę i nazywanie jest błędem, bo nie da się nazwać czegoś, co jest „nienazwane”. Wszystko co nas spotyka jest „WSZYSTKIM” i wychodzi ze „WSZYSTKIEGO”. Nie da się tego zamknąć w formę, ponieważ utraci swoją wartość, a nawet ten krok jest bardzo umniejszający. Więc nie szukajmy drogi, która nie istnieje? Gdyż nie może istnieć coś, co jest poza „WSZYSTKIM”, a skoro „WSZYSTKO” nie da się nazwać, to wszelkie próby okazują się daremne. Nie uda nam się zamknąć spraw, które i tak istnieją i będą istniały bez naszego udziału…

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Kiedy nie ma już wyjścia…

Droga bez wyjścia jest kolejną iluzją nałożoną przez nasz umysł po to, aby tkwić w tym, co jest nam znane. Boimy się nowości, ponieważ są nieprzewidywalne i pozbawione kontroli, a brak kontroli może wywołać ogromną panikę. Oczywiści są to kolejne, następujące po sobie iluzje, w których tkwimy. Akceptacja i poddanie jest dobrą formą wyjścia, jednak dla mnie mało skuteczną. Dlaczego?… Otóż dlatego, ponieważ nie da się w kółko akceptować tego samego, ani akceptować sytuacji, które są dla nas destrukcyjne. Jeśli tkwimy w problemach i próbujemy je zaakceptować, to liczmy się z tym, że przyciągniemy ich więcej, bo poprzez akceptację wyrażamy na nie zgodę. Nie uda się także „wałkować” tego samego problemu i ciągle zezwalać na to, aby wpływał na nas i na nasze życie. To są właśnie takie „drogi bez wyjścia”. I tu jest paradoks bo nie ma takich dróg, gdyż problem i jego rozwiązanie są tym samym. Nie widzimy tego, bo albo zbyt mocno skupiamy się na problemie, albo nieustannie poszukujemy. Dualizm i biegunowość nasz odwieczny towarzysz w ziemskiej wędrówce. Zrozumienie tego już w pewnym stopniu pozwoli na to, aby życie było tym, czym jest. Bez naszego udziału wszystko płynie i działa tak jak powinno, a problemy same się rozwiązują. To my poprzez kontrolę psujemy naturalne przepływy i dary jakie mamy w sobie.

Czemu nie widzimy rozwiązania?… Ponieważ nie jest takie jakbyśmy chcieli i nieustannie poszukujemy innej drogi. Wolimy oszukiwać siebie niż spojrzeć prawdzie w oczy, boimy się odpowiedzialności, odrzucenia lub poczucia emocji jakie niesie ze sobą porażka. Analizując i kontrolując wszystko doprowadzamy do komplikacji i powielania decyzji, które są tylko odruchem zakodowanym w naszej podświadomości. To jest taki łańcuch następujących po sobie decyzji, które nie zawsze są słuszne. Sytuacji bez wyjścia jest tyle, ile stworzymy sobie problemów. Wszystko co nas spotyka niesie ze sobą przesłanie, ale nie zawsze nam się ono podoba. Gdybyśmy dostrzegali głębszy sens w każdym doświadczeniu, to jego efekt końcowy działałby na nasza korzyść. Jeśli już musimy analizować sytuacje, to róbmy to z wyższych poziomów, takich gdzie występuje jak najmniej zła, nienawiści czy dezaprobaty. W wyższych wibracjach sprawy nie wydają się aż tak dobijające, a nawet mogą okazać się pomocne. Przecież i tak po jakimś czasie wyciągamy z rożnych zdarzeń pozytywne wnioski. I tu między innymi chodzi o ten czas, czas jaki wyznaczyliśmy sobie w tej naszej ziemskiej wędrówce. Ziemski czas jest liniowy czyli następujący po sobie. Istnieje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W takich przestrzeniach poruszamy się, a tylko bycie w „tu i teraz” oszczędzić nam może wielu problemów. Powroty do przeszłości lub nieustanne wybieganie w przyszłość kieruje nas w sytuacje, które są po prostu nieodpowiednie. Po co ?… Każdy sam zna odpowiedź na to pytanie, a jeśli nie, to musi zajrzeć głęboko do swojego serca, gdyż tylko tam istnieje jedyna prawda jaką jesteśmy.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Zmiana, która musi nadejść…

Tak bardzo przyzwyczajeni, zbyt lękliwi i przerażeni tkwimy we wzorcach, które od dawna nam nie służą, a nawet blokują nas, nie pozwalając na życie zgodnie z prowadzeniem duszy i serca. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś to prowadzenie rozpoznaje i słyszy. A nie jest to łatwe ani dostępne dla każdego. Aby rozpoznać te głosy trzeba oczyścić się z toksycznych myśli, uczuć i emocji, ponieważ dusza i serce karmi się jedynie miłością do siebie i bliźniego. Należy zaobserwować i zatrzymać potoki myśli, które skutecznie zagłuszają wszystko co z sercem związane. Myśli te, to przede wszystkim programy wkodowane nam już we wczesnym dzieciństwie, powielanie wyuczonych zachowań, a także cała masa nic nie znaczących przepowiedni.

W ostatnim czasie poprzez izolację wielu rozpoczęło pracę nad samorozwojem i poszerzaniem świadomości. Po to pewnie był i jest dany ten czas samotności. Ile prawdy udało się odnaleźć zależy od indywidualnych potrzeb i wysiłków oraz od wykazanych chęci. Przecież nikt nikogo do niczego nie zmusi, każdy ma wolną wolę i własny plan na życie. Jednak wszyscy jesteśmy jedną zbiorową świadomością i każdy krok w jej poszerzaniu przyczynia się dla ogółu. Zmiany sposobu postrzegania i zachowania pozytywnie ukierunkowane mają magiczną moc, gdyż płyną z przestrzeni serca, w której wszystko jest możliwe. Ci, którym się udało taką przestrzeń odkryć i zintegrować mają ogromną moc sprawczą. Oczywiście każdy ma taką możliwość i warto z tej możliwości skorzystać.

Jeśli na pewnym etapie życia dochodzimy do wniosku, że szczęście „omija nas szerokim łukiem”, to warto zastanowić się nad tym, czy aby zbyt mocno nie utknęliśmy w starych wzorcach i przekonaniach. Trzymanie się przeszłości, szczególnie tej, która nam nie służyła jest opcją najgorszą z możliwych. Warto pamiętać, że wracanie myślami czy uczuciami do przeszłych okoliczności powoduje jedynie zaburzenie w widzeniu chwili obecnej. Stare odchodzi robiąc miejsce nowemu i jest to naturalny rytm naszej rzeczywistości. Nic ciekawego się nie wydarzy, nikt nowy nie przyjdzie do naszego życia, jeśli ciągle będziemy wracać i blokować się starymi emocjami. Chociaż nie jest łatwo puścić stare przyzwyczajenia, to warto popracować nad tym i dodać sobie trochę nowej energii.

Oczywiście boimy się zmian, ponieważ wiąże się to z utratą części naszej osobowości. Boimy się „nowego” i robimy to z powodu wygody, nawet jeśli wygoda ta przynosi nam tylko rozczarowanie. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego dotychczasowego życia, że nie widzimy jak wiele szczęścia ucieka nam sprzed oczu. Najgorsze jest to, że ludzie trzymają się bólu, lęku, niewygody i wcale im to nie przeszkadza, a nawet im pasuje. Zdają sobie sprawę z tego, że mogą żyć inaczej, ale nie robią nic w tym kierunku. Boją się wyrzeczeń, jakie będą musieli ponieść po to, aby zmienić choć mały fragment życia, a jest ono dane nam tylko jedno. Wnioski wyciągamy dopiero wtedy, gdy życie się już mocno skomplikuje i tu właśnie zaczyna się prawdziwa droga. Czasami to dramatyczne zdarzenia mogą pchnąć nas do dokonania koniecznych i potrzebnych zmian. Pewnie dlatego życie tak często się komplikuje. Dobrze jest zmierzać małymi krokami ku temu, aby zmienić chociaż mały fragment, a wtedy mamy szansę wpuścić trochę nowości i świeżości, której wszyscy potrzebujemy.

Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Kiedy pomimo prób życie nadal zawodzi…

Wzloty, upadki czy zyski i straty wpisane są w nasze życie bez względu na wolę jaką wykazujemy. Od czego to zależy? Od wielu czynników począwszy od świadomości w jakiej żyjemy, naleciałości z otoczenia czy od przestrzeni w jakiej się w danej chwili poruszamy. Jest jeszcze kwestia tego, że nasz świat jest oparty na dualizmie, czyli dobro – zło, odwaga – strach, miłość – nienawiść… To prawo biegunowości czyli wszystko ma dwa przeciwległe bieguny – dobry jak i zły. W jakiej przestrzeni będziemy (dobra czy zła) zależy od tego ile i co niesiemy w sobie. Traumy, straty oraz przykre doświadczenia znane są nam od lat, nawet tych lat kiedy byliśmy dziećmi. Dlatego tak wielu radzi, aby przyczyn swoich niepowodzeń szukać w okresie dzieciństwa, gdyż to właśnie w tym okresie jesteśmy najbardziej podatni na krzywdę, krytykę, poniżenie. Dzieci nie potrafią bronić się przed złem, są bezbronne i zdane na dorosłych. Często pomijane i odrzucane kodują w podświadomości emocje, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Przez to w dorosłym życiu przyciągają do siebie to, co skrywa się gdzieś głęboko w ich sercu. Blokowanie emocji w dzieciństwie (nie wolno było ich okazać, nikt nie zwracał na nas uwagi…) doprowadziło do tego, że w dorosłym życiu tych blokad jest jeszcze więcej. Chcąc ich unikać powodujemy, że przywierają do nas jeszcze bardziej, a nawet przekształcają się w kolejne demony. Takich blokad i niepowodzeń możemy nagromadzić bardzo wiele. Zamykamy się na doświadczanie, zapominamy o tym by iść własną drogą, albo robimy to ze strachu przed dalszym odrzuceniem. Jednak to przed czym uciekamy i tak nas dopadnie, ponieważ wkładamy w to całe swoje serce i rozum. Serce podpowiada, a rozum analizuje przez co wprowadza niezgodność, bo nie zawsze idą w parze. Za wszystko odpowiedzialne są emocje oraz odczucia i siła z jaką na nas wpływają. Przeważnie karmimy się strachem, a on jest silny energetycznie. Tylko ludzie nim przesiąknięci pozwolą sobą sterować. Tak działa nasza rzeczywistość, na wzbudzaniu lęku i wpajane jest to nam już od najmłodszych lat. Oczywiści są zdarzenia i okoliczności sprzyjające nam, z których możemy się cieszyć, bo życie samo wszystko wyrównuje. Powinno dać nam tyle dobrego. co złego… Zazwyczaj jest inaczej, ponieważ przyciągamy do siebie to, czym jesteśmy. I nie chodzi o to, że jesteśmy złymi ludźmi, raczej złe jest to, że nie żyjemy w zgodzie z własną naturą, zaniżamy swoje wartości, zazwyczaj robimy to na rzecz innych. Chowamy się przed prawdą i światem, uciekamy przed odpowiedzialnością. Nie potrafimy wziąć na swoje barki tego, co podpowiada nam nasza intuicja. A najgorsze jest to, iż wątpimy w to, że zasługujemy na najlepsze. W szczęśliwych momentach zastanawiamy się nad słusznością ich powstania, podważamy te chwile wątpliwościami, krótko cieszymy się z nich, bo szukamy sposobu na ich zatrzymanie lub na znalezienie nowych uciech. Jeśli będziemy próbowali coś zatrzymać na 100 %, to stracimy. Dlaczego?… Dlatego, że wysyłamy komunikat, iż nie mamy tego na stałe, nie obracamy się w takiej rzeczywistości coś na zasadzie „mam coś na chwilę, ale pewnie zaraz to stracę”, więc muszę jeszcze bardziej się postarać…Czepiamy się i za wszelką cenę trzymamy to szczęście, aby nam nie uciekło. Starania nic nie dadzą, przynajmniej na dłuższą metę, bo mogą być niezgodne z naszymi przekonaniami lub w podświadomości mamy kody, z którymi sobie nie poradziliśmy. Co to za kody?… Są to straty, lęki, braki i niepowodzenia czyli wszystko, to co przeżyliśmy, ale tak po wierzchu. Dotknęło nas, jednak uciekaliśmy przed daną emocją spychając ją głębiej. Możliwe, że nie wypadało pokazać jak coś mocno nas zraniło. Czyli dalej lęk i poczucie odrzucenia w momencie pokazania swojego oblicza.

Jak doprowadzamy do upadku?…

Pomijając wewnętrzne głosy, które są słabo słyszalne, gdyż cierpienie skutecznie zakrywa wszystko co dobre, lekceważymy dar jaki został nam ofiarowany. Tym darem jest życie, które nie zawsze musi być piękne, cudowne i  szczęśliwe.  Jeśli przez długi czas karmimy się słabymi energiami, to takie właśnie energie będziemy do siebie przyciągać. Nie da się przeprogramować podświadomości nie zmieniając podejścia do życia. Mowa tu o całkowitej zmianie perspektywy, o przekierowaniu uwagi na to, co lepsze czy bardziej przydatne. A to właśnie leży głęboko w sercu i czeka na odkrycie. Mało znamy siebie i swoje potrzeby. Nikt nie nauczył nas jak być sobą, gdyż uczono nas abyśmy byli tacy jak inni. Wpajano nam co jest dobre, a co złe, nie patrząc na to, czy dla nas nie jest właśnie na odwrót. To co dla jednych jest złe, to dla drugich może być dobre.

A tak na marginesie, to zło czy dobro jest tak samo piękne jak i potrzebne. Wszystko jest jednym, choć podzielone po to, aby ludzie dążyli i osiągali pewne poziomy. Inaczej byłoby nudno. Nie ma ludzi złych i dobrych, bo wszyscy mamy i jedną i drugą cechę. Wszyscy jesteśmy cudowni i szczęśliwi. Przecież jest też coś takiego jak „szczęście w nieszczęściu”, jednak zazwyczaj widzimy to po latach. Analizujmy okoliczności i pracujmy z problemami, ale tak w głębszym znaczeniu. Z problemami należy posiedzieć, poczuć je i przeprogramować na swoją korzyść. Wymaga to odwagi i cierpliwości, bo przyjdzie zmierzyć się nam z najgorszym przeciwnikiem, czyli ze sobą.

P.S. Nie da się ująć całego tematu w jednym wpisie. Pozdrawiam „PYTAJĄCEGO” i z całego serca życzę POWODZENIA 🙂 !!!