Opublikowany w ŚWIADOMOŚĆ&ROZWÓJ

Kiedy pomimo prób życie nadal zawodzi…

Wzloty, upadki czy zyski i straty wpisane są w nasze życie bez względu na wolę jaką wykazujemy. Od czego to zależy? Od wielu czynników począwszy od świadomości w jakiej żyjemy, naleciałości z otoczenia czy od przestrzeni w jakiej się w danej chwili poruszamy. Jest jeszcze kwestia tego, że nasz świat jest oparty na dualizmie, czyli dobro – zło, odwaga – strach, miłość – nienawiść… To prawo biegunowości czyli wszystko ma dwa przeciwległe bieguny – dobry jak i zły. W jakiej przestrzeni będziemy (dobra czy zła) zależy od tego ile i co niesiemy w sobie. Traumy, straty oraz przykre doświadczenia znane są nam od lat, nawet tych lat kiedy byliśmy dziećmi. Dlatego tak wielu radzi, aby przyczyn swoich niepowodzeń szukać w okresie dzieciństwa, gdyż to właśnie w tym okresie jesteśmy najbardziej podatni na krzywdę, krytykę, poniżenie. Dzieci nie potrafią bronić się przed złem, są bezbronne i zdane na dorosłych. Często pomijane i odrzucane kodują w podświadomości emocje, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Przez to w dorosłym życiu przyciągają do siebie to, co skrywa się gdzieś głęboko w ich sercu. Blokowanie emocji w dzieciństwie (nie wolno było ich okazać, nikt nie zwracał na nas uwagi…) doprowadziło do tego, że w dorosłym życiu tych blokad jest jeszcze więcej. Chcąc ich unikać powodujemy, że przywierają do nas jeszcze bardziej, a nawet przekształcają się w kolejne demony. Takich blokad i niepowodzeń możemy nagromadzić bardzo wiele. Zamykamy się na doświadczanie, zapominamy o tym by iść własną drogą, albo robimy to ze strachu przed dalszym odrzuceniem. Jednak to przed czym uciekamy i tak nas dopadnie, ponieważ wkładamy w to całe swoje serce i rozum. Serce podpowiada, a rozum analizuje przez co wprowadza niezgodność, bo nie zawsze idą w parze. Za wszystko odpowiedzialne są emocje oraz odczucia i siła z jaką na nas wpływają. Przeważnie karmimy się strachem, a on jest silny energetycznie. Tylko ludzie nim przesiąknięci pozwolą sobą sterować. Tak działa nasza rzeczywistość, na wzbudzaniu lęku i wpajane jest to nam już od najmłodszych lat. Oczywiści są zdarzenia i okoliczności sprzyjające nam, z których możemy się cieszyć, bo życie samo wszystko wyrównuje. Powinno dać nam tyle dobrego. co złego… Zazwyczaj jest inaczej, ponieważ przyciągamy do siebie to, czym jesteśmy. I nie chodzi o to, że jesteśmy złymi ludźmi, raczej złe jest to, że nie żyjemy w zgodzie z własną naturą, zaniżamy swoje wartości, zazwyczaj robimy to na rzecz innych. Chowamy się przed prawdą i światem, uciekamy przed odpowiedzialnością. Nie potrafimy wziąć na swoje barki tego, co podpowiada nam nasza intuicja. A najgorsze jest to, iż wątpimy w to, że zasługujemy na najlepsze. W szczęśliwych momentach zastanawiamy się nad słusznością ich powstania, podważamy te chwile wątpliwościami, krótko cieszymy się z nich, bo szukamy sposobu na ich zatrzymanie lub na znalezienie nowych uciech. Jeśli będziemy próbowali coś zatrzymać na 100 %, to stracimy. Dlaczego?… Dlatego, że wysyłamy komunikat, iż nie mamy tego na stałe, nie obracamy się w takiej rzeczywistości coś na zasadzie „mam coś na chwilę, ale pewnie zaraz to stracę”, więc muszę jeszcze bardziej się postarać…Czepiamy się i za wszelką cenę trzymamy to szczęście, aby nam nie uciekło. Starania nic nie dadzą, przynajmniej na dłuższą metę, bo mogą być niezgodne z naszymi przekonaniami lub w podświadomości mamy kody, z którymi sobie nie poradziliśmy. Co to za kody?… Są to straty, lęki, braki i niepowodzenia czyli wszystko, to co przeżyliśmy, ale tak po wierzchu. Dotknęło nas, jednak uciekaliśmy przed daną emocją spychając ją głębiej. Możliwe, że nie wypadało pokazać jak coś mocno nas zraniło. Czyli dalej lęk i poczucie odrzucenia w momencie pokazania swojego oblicza.

Jak doprowadzamy do upadku?…

Pomijając wewnętrzne głosy, które są słabo słyszalne, gdyż cierpienie skutecznie zakrywa wszystko co dobre, lekceważymy dar jaki został nam ofiarowany. Tym darem jest życie, które nie zawsze musi być piękne, cudowne i  szczęśliwe.  Jeśli przez długi czas karmimy się słabymi energiami, to takie właśnie energie będziemy do siebie przyciągać. Nie da się przeprogramować podświadomości nie zmieniając podejścia do życia. Mowa tu o całkowitej zmianie perspektywy, o przekierowaniu uwagi na to, co lepsze czy bardziej przydatne. A to właśnie leży głęboko w sercu i czeka na odkrycie. Mało znamy siebie i swoje potrzeby. Nikt nie nauczył nas jak być sobą, gdyż uczono nas abyśmy byli tacy jak inni. Wpajano nam co jest dobre, a co złe, nie patrząc na to, czy dla nas nie jest właśnie na odwrót. To co dla jednych jest złe, to dla drugich może być dobre.

A tak na marginesie, to zło czy dobro jest tak samo piękne jak i potrzebne. Wszystko jest jednym, choć podzielone po to, aby ludzie dążyli i osiągali pewne poziomy. Inaczej byłoby nudno. Nie ma ludzi złych i dobrych, bo wszyscy mamy i jedną i drugą cechę. Wszyscy jesteśmy cudowni i szczęśliwi. Przecież jest też coś takiego jak „szczęście w nieszczęściu”, jednak zazwyczaj widzimy to po latach. Analizujmy okoliczności i pracujmy z problemami, ale tak w głębszym znaczeniu. Z problemami należy posiedzieć, poczuć je i przeprogramować na swoją korzyść. Wymaga to odwagi i cierpliwości, bo przyjdzie zmierzyć się nam z najgorszym przeciwnikiem, czyli ze sobą.

P.S. Nie da się ująć całego tematu w jednym wpisie. Pozdrawiam „PYTAJĄCEGO” i z całego serca życzę POWODZENIA 🙂 !!!